Program i metoda

Przepis na harcerstwo


Harcerstwo nie jest tylko sposobem na organizowanie młodym ludziom zajęć w wolnym czasie. To jest ruch wychowawczy, który ma swoje jasno skrystalizowane: ideę, metodę i program. Kto nie działa zgodnie z nimi, nawet jeśli nosi mundur, nawet jeśli nosi krzyż harcerski, a pod nim podkładkę, nie jest wychowawcą harcerskim.


 

Wiesz, na co to jest przepis: Mąkę wsypać do miski, dodać żółtka z jajek, mleko, wodę (najlepiej gazowaną) i sól. Wszystko zmiksować na gładkie ciasto. Białka ubić na sztywno. Dodać roztopione masło lub olej roślinny oraz białko i razem zmiksować. Smażyć na dobrze rozgrzanej patelni z cienkim dnem. Przewrócić na drugą stronę, kiedy spód placka będzie już ładnie zrumieniony i ścięty.

Tak, to jest przepis na naleśniki. Jeśli wszystko zrobisz zgodnie z tym przepisem, na pewno będziesz mógł cieszyć się smaczną potrawą.
Z harcerstwem jest podobnie. Naszym przepisem na robienie harcerstwa jest metoda harcerska. I – podobnie jak w przypadku naleśników i każdej innej potrawy – jedna czy dwie zmiany w przepisie mogą spowodować, że zamiast harcerstwa otrzymamy zupełnie inny produkt. Może być atrakcyjny dla młodzieży, a nawet skuteczny wychowawczo, ale nie będzie już harcerstwem. Mamy wrażenie, że w dzisiejszym Związku Harcerstwa Polskiego zbyt często harcerstwem nazywamy coś, co nie ma z nim wiele wspólnego. Coraz mniej w drużynach metody harcerskiej i coraz mniej drużynowych, którzy ją w praktyce wykorzystują. Niektórym pewnie się wydaje, że samo założenie munduru czyni z nich harcerzy, a prowadzenie cotygodniowych zajęć – kadrę instruktorską. Ale tak nie jest. Mundur harcerski nie jest koniecznym elementem Ruchu (celowo piszemy wielką literą) – harcerstwo może się obyć bez jednolitych uniformów, ale przestaje być harcerstwem, kiedy drużynowy prowadzący gromadę czy drużynę nie stosuje metody harcerskiej. A ponieważ uważamy, że metoda harcerska jest ciągle najlepszym systemem wychowawczym na świecie, postanowiliśmy napisać ten artykuł broniący metody harcerskiej w harcerstwie. Dlaczego właśnie teraz?

Krótkie wyjaśnienie…

W lutym 2019 r. po 16 latach przerwy wróciliśmy do służby w ZHP. Powód był prosty – chcemy odbudować niegdyś mocne harcerstwo w naszym mieście (hufiec został zlikwidowany w 2011 r.). Decyzja, choć emocjonalna, była jednak bardzo dobrze przemyślana. W krótkim czasie razem z nami wróciło do Związku ponad 15 instruktorek i instruktorów dawnego Hufca Konstancin–Jeziorna, dołączyło też parę osób spoza naszego środowiska. Energicznie wzięliśmy się do pracy, a efekty pojawiły się natychmiast – w sześć miesięcy liczba instruktorek i instruktorów znacznie się zwiększyła, liczba drużyn wzrosła z dwóch do siedmiu (+350%), a członków ZHP – z 40 do ponad 170 (+425%). Dzieci (i rodzice) walą do nas drzwiami i oknami. Jesteśmy przekonani, że do przyszłorocznych wakacji podstawowych jednostek organizacyjnych będzie co najmniej 10. Drużynowi (po 20-letniej przerwie w działalności instruktorskiej) ściągają na zbiórki po 30–40 osób i radzą sobie znacznie lepiej niż ich młodsi koledzy, choć ci są z harcerstwem na bieżąco. Zaczęliśmy się zastanawiać, co się dzieje. Dlaczego ludzie, którzy teoretycznie powinni mieć znacznie bardziej utrudniony kontakt z dziećmi i młodzieżą (drużynowi 35+), osiągają lepsze wyniki od tych młodych. Konkluzja była przerażająca – młodzi drużynowi nie działają zgodnie z metodą harcerską! Ba, oni jej nie znają, oni jej nie rozumieją, oni nie potrafią jej stosować, bo jej nie czują, choć są po kursach drużynowych, przewodnikowskich i podharcmistrzowskich!!!

Parę miesięcy temu, zaraz po naszym powrocie do ZHP, rozmawialiśmy z bardzo doświadczonym drużynowym harcerskim w stopniu podharcmistrza. Prowadzi drużynę od pięciu lat. Poprosiliśmy go, żeby opowiedział nam, co robi ze swoją drużyną, jak pracuje z Prawem i Przyrzeczeniem Harcerskim, jak jego harcerze zdobywają stopnie i sprawności, jak tworzony jest program drużyny, jak działają zastępy. To, co usłyszeliśmy, było dla nas druzgocące. Nie pracują ze stopniami i sprawnościami, bo te „nie kręcą chłopaków”. Nie stosują systemu zastępowego, bo ten „się nie sprawdza”. Zamiast do lasu – na biwak jadą do Łodzi, bo „chłopcy lepiej czują się w mieście”. Nie organizują gier terenowych, bo „nie ma na to czasu”. Nie uczą Prawa Harcerskiego, „bo chłopaków nie interesuje historia” (sic!). Co roku realizują ten sam (!) plan pracy, bo „się sprawdził”. Nie chcemy dociekać, kto dał temu drużynowemu do prowadzenia drużynę, kto go szkolił, kto przyznał mu stopnie przewodnika i podharcmistrza. Ważniejsze jest to, że ten doświadczony drużynowy i instruktor harcerski nie pracuje metodą harcerską!!! Nie pracuje, bo jej nie zna, bo jej nie rozumie, bo jej nie potrafi zastosować, bo jej nie czuje. Pracuje intuicyjnie, powielając często złe wzorce, które podpatrzył u innych. I przy tym wszystkim jest przekonany, że robi dobre harcerstwo! Był mocno oburzony, kiedy powiedzieliśmy mu (delikatnie), że jego praca ma niewiele wspólnego z metodą harcerską. Podharcmistrz!

Ktoś może powiedzieć, że to wyjątek, że gdzie indziej jest lepiej. Pewnie tak (i wciąż mamy taką nadzieję), ale… Odwiedziliśmy w tym roku obóz, na którym mogliśmy podpatrywać pracę kilku drużyn. Niestety, tam także metoda harcerska kulała.

Nasze obserwacje przez te kilka miesięcy skłaniają nas do przykrej konkluzji: w dzisiejszym harcerstwie wychowanie indywidualne wypierane jest przez pracę z całym zespołem, a stopnie, sprawności i system zastępowy właściwie nie działają; świadomy i celowy proces wychowawczy zastępowany jest wspólnym spędzaniem czasu, festynową atrakcyjnością i „zlotozą” (zlot jako treść pracy harcerstwa). Oczywiście to wspaniałe, że dzięki setkom instruktorek i instruktorów ZHP dzieci i młodzież mają bezpłatne zajęcia pozalekcyjne. Ale – na Boga – nie nazywajmy tego harcerstwem! Albo lepiej – zróbmy coś, co odwróci ten trend.
Najlepiej, gdybyśmy zaczęli od zmiany zapisów metody, które – naszym zdaniem – zamiast pomagać, utrudniają jej zrozumienie. Drużynowi (zwłaszcza młodzi) potrzebują prostych wskazówek, co konkretnie robić, żeby pracować zgodnie z metodą.

Zaraz wyjaśnimy, o co nam chodzi.

Metoda harcerska – jak napisał hm. Aleksander Kamiński w swojej pracy doktorskiej „Nauczanie i wychowanie metodą harcerską” – to „podstawowe sposoby postępowania zmierzające do realizacji założeń harcerstwa”. Każda metoda charakteryzuje się tym, że precyzyjnie opisuje poszczególne czynności w procesie. Statutowy opis metody tego wymogu nie spełnia. To nie znaczy, że jest nieprawidłowy. Wprost przeciwnie, jest zgodny z ideą Baden-Powella, natomiast ogólnikowość sprawia, że na podstawie tych zapisów trudno poprowadzić gromadę czy drużynę. Dlatego chcemy zaproponować nieco inne ujęcie metody, prostsze i łatwiejsze do przełożenia na codzienną pracę harcerską.

Czy wolno nam to zrobić? Oczywiście tak!

Warto pamiętać, że Naczelny Skaut Świata w żadnym ze swoich tekstów nie opisał swojego pomysłu na skauting w sposób systematyczny. Zrobili to inni. W Polsce powstało kilka znakomitych i różnorodnych opisów. Obok tego statutowego, metodę harcerską systematyzowali hm. Rzeczypospolitej Stanisław Sedlaczek („Wytyczne metodyki harcerskiej”) i hm. Ewa Grodecka („O metodzie harcerskiej i jej stosowaniu”). Prosty i w ostatnich latach skutecznie propagowany przez Ruch Programowo-Metodyczny „Ręka Metody” opis zaproponował w czasie II wojny światowej hm. Jan Rossman, legendarny komendant „Szkoły za Lasem”.

My oparliśmy naszą propozycję na pomyśle hm. Aleksandra Kamińskiego. Kamyk, zastrzegając, że nie jest to opis wyczerpujący, nakreślił metodę harcerską tak: „Opiszemy z kolei jej [metody harcerskiej] najgłówniejsze elementy składowe. Będzie ich pięć: 1) gra, 2) zastęp, 3) przyroda, 4) obóz, 5) stopnie i sprawności” .

Zwróćcie uwagę na genialną prostotę tego zapisu – autor podaje drużynowym jak na tacy sposób na harcerstwo: droga drużynowo, drogi drużynowy – radzi Kamiński – podziel swoje dziewczyny lub chłopców na zastępy i zabierz do parku, lasu lub na obóz. A tam zorganizuj między zastępami takie gry, dzięki którym harcerki i harcerze będą mogli rozwijać swoje indywidualne zainteresowania (zdobywać sprawności) i piąć się po stopniach harcerskiego wyrobienia (zdobywać stopnie). Żaden system małych grup, żaden stale doskonalony i stymulujący program, żadne uczenie przez działanie, żaden harcerski żargon, z którego nic nie wynika wprost, tylko prosta recepta na sukces.

Jak wspomnieliśmy wyżej, sam profesor Kamiński uważał swój opis metody harcerskiej za niewystarczający. Zgadzamy się z nim. Dlatego chcielibyśmy uzupełnić go o kilka elementów.

Ale o tym napiszemy następnym razem.

 

CZUWAJ 12/2019

0 0 vote
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
5 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Jakub Lasek
Jakub Lasek
3 miesięcy temu

Zgodzę się z autorami, że potrzebujemy prostszego i łatwiejszego opisu metody harcerskiej, bardziej przystępnego dla każdego. To bardzo ważny postulat. Ale skąd wniosek, że “Coraz mniej w drużynach metody harcerskiej i coraz mniej drużynowych, którzy ją w praktyce wykorzystują.”? Jest tak tylko w hufcu autorów czy to dotyczy całego ZHP? Czy teza ta bazuje na jakiś konkretnych badaniach?

Lucyna Czechowska
Lucyna Czechowska
3 miesięcy temu

Do podobnej konkluzji doszli instruktorzy ZHP, którzy brali udział w konferencjach strategicznych przed Zjazdem 2017. Stąd w Strategii ZHP postulat “nowego opisu HSW”. Jestem bardzo ciekawa propozycji w tej materii autorów.

Cyryl
Cyryl
3 miesięcy temu

Gem, set, mecz! Druhowieństwo Bokaccy podziękowanie za “powrót” 🙂

Artur
Artur
3 miesięcy temu

Czy świat zmienił się aż tak bardzo że proste zapisy metodyki nie są dla dzisiejszej młodzieży jasne.. Praca w zastępnie, praca z prawem, barwne konspekty zbiórek, gry i zabawy..to był kiedyś tlen dla harcerza.. Braterstwo i ideały dopełniały wartości. Może faktycznie czas na powrót 35+ może to znów nasz czas.. Być może młodzież się już nagrała i naturalną siłą rzeczy znów potrzebuje wzorców i wychowania. Czas pędzi tak szybko.. może też młodzieży jest potrzebna uwaga i troska. Warte rozważenia..czuwaj

Maciek
Maciek
3 miesięcy temu

Śledzę i trzymam kciuki, mam sporo szczęścia trafiać na wspaniałych instruktorów, o bardzo rozbieżnych poglądach. To pozwala szerzej patrzeć na Ruch. 😉 Was śledzę szczególnie uważnie. Dzięki i Czuwaj! (Jak tego Czuwaj! W harcerstwie braknie)