Praca z kadrą

Z jakiej gliny (2)

W artykule pod tym tytułem, który ukazał się w poprzednim numerze „Czuwaj”, podzieliłem się z czytelnikami refleksją na temat wiedzy merytorycznej kszałceniowców, których spotkałem na swojej dotychczasowej drodze instruktorskiej, a w szczególności spostrzeżeniami dotyczącymi ich kompetencji merytorycznych. Dziś ciąg dalszy – o rozwoju kompetencji trenerskich.

To drugie mistrzostwo

Kiedy myślisz o mistrzostwie, mistrzu – pierwsze skojarzenie, jakie się nasuwa, to mistrzostwo w rozumieniu sportowym – bycie zwycięzcą, tym najlepszym, wiodącym. Ale jest również inne znaczenie – mistrz jako człowiek zdecydowanie lepszy od innych w jakiejś dziedzinie, osoba godna naśladowania, uznana przez innych za wzór. W takim znaczeniu występuje to słowo w relacji mistrz-czeladnik czy – w ZHP – opiekun-podopieczny realizujący próbę na stopień. W tym znaczeniu harcerscy kształceniowcy powinni być mistrzami, którzy przekazując kursantom wiedzę i umiejętności, mają odpowiednie kompetencje trenerskie. Ale czy zawsze potrafimy właściwie przekazać to, co mamy do powiedzenia i przekazania jako „mistrzowie”?

Legenda

Demostenes, mieszkaniec starożytnych Aten, poza ogromnymi ambicjami politycznymi i umiejętnością formułowania porywających argumentów, zmagał się z pewną wadą – nie radził sobie z ich artykułowaniem. Jąkanie się, seplenienie i inne wady wymowy stanowiły wielką przeszkodę w przebiciu się do mainstreamu swojej polis. Według legendy miał zwalczać te wady w ten sposób, że wkładał sobie kamienie do ust i stojąc nad brzegiem morza, starał się przekrzykiwać fale rozbijające się o skały. Ostatecznie osiągnął sławę i posłuch w społeczeństwie ateńskim.

Nie wiadomo, czy motyw z ćwiczeniem wymowy, gdy trzyma się kamienie w ustach, to prawda, ale faktem jest, że żywot Demostenesa służył i służy jako przykład budowania charakteru retora, czyli mówcy. Umiejętności krasomówcze jednak nie są najważniejszymi, którymi się mógł pochwalić – najpierw nauczył się pisać i szlifował swój warsztat sporządzania mów procesowych, a dopiero potem popracował nad wadami wymowy. Rozwijał więc najpierw swój warsztat merytoryczny, a dopiero potem zajął się umiejętnościami trenerskimi. Bo najpierw trzeba umieć.

Podstawy teoretyczne

Dokumenty wewnętrzne ZHP wskazują, że podstawowym i zalecanym sposobem, by stać się harcerskim kształceniowcem, jest ukończenie kursu kadry kształcącej. Trwający co najmniej trzydzieści godzin kurs powinien dostarczyć podstawowej wiedzy w zakresie planowania, organizacji, prowadzenia i ewaluacji form szkoleniowych oraz tego, jak to się powinno odbywać zgodnie z Harcerskim Systemem Wychowawczym czy harcerskimi ideałami. W czasie kursu powinniśmy się nauczyć, jak prowadzić zajęcia w sposób ciekawy i zrozumiały, w jakiej formie przekazywać wiedzę, jak się przygotować do „wystąpienia”. Tak być powinno, jednak problemem wielu kursów (to oczywiście moja subiektywna opinia, choć poparta wieloma obserwacjami oraz rozmowami i dyskusjami instruktorskimi) jest to, że w ich trakcie za dużo czasu poświęca się na wyrównywanie wiedzy instruktorskiej ze stopnia przewodnika. I wtedy okazuje się, że czasu na biwakach kursowych na przekazanie właściwej wiedzy nie starcza, bo trzeba przypomnieć uczestnikom, chociażby na czym polegają elementy metody harcerskiej, gdyż nie są w stanie ich rozkodować z formy, w której biorą udział.

Ale kurs kadry kształcącej nie jest jedynym źródłem wiedzy na temat przygotowania się do wystąpień publicznych. Jest wiele poradników, informatorów, filmików (jak TEDx), z których można czerpać taką wiedzę. Problem jednak w tym, że gdy jest ich tak dużo i są rozproszone, to na dobrą sprawę trudno jest wyłuskać wśród nich coś wartościowego. A z drugiej strony – gdy mamy szansę oglądać świetne wystąpienie, to rzadko skupiamy się na warstwie trenerskiej, by wyciągnąć z tego naukę dla swojego warsztatu z autoprezentacji.

Praktyka

Drugim wyzwaniem, które mogę wskazać w kształceniu kadry kształcącej, jest kwestia odpowiedniej praktyki w zakresie prowadzenia zajęć, ale nie tylko – również praktyki w dziedzinie, na temat której mówimy lub prowadzimy zajęcia. Posłużę się przykładem – trudno nam się słucha o wychowaniu dzieci i młodzieży w gromadzie czy drużynie, gdy mówi o tym osoba, która nigdy nie była drużynowym (albo co najmniej przybocznym). Takie wystąpienie zwykle idzie jak po maśle do momentu pojawienia się pierwszych wątpliwości i trudnych pytań. To te trudne pytania weryfikują doświadczenia prowadzącego zajęcia i jeśli okazuje się, że ich nie ma – powoduje to utratę posłuchu wśród uczestników zajęć. Innym problemem jest to, że często prowadzący podchodzą do zajęć machinalnie, nie zwracają uwagi na potrzeby uczestników – zależy im tylko na odhaczeniu punktu ze standardu kursu – dadzą następnie do wypełnienia sztampową ankietę ewaluacyjną, ale pytanie, czy potem do tych wypełnionych ankiet kiedykolwiek zajrzą. Przesadzone? Może, ale niewątpliwie kadra kształcąca powinna potrafić wsłuchać się w opinie innych, dotyczące sposobu przedstawiania treści. Dużą rolę w tym zakresie mogłaby odegrać superwizja ze strony bardziej doświadczonych kształceniowców, niestety ten element jest tak zaniedbany, że sprowadza się go często tylko do smutnego obowiązku hospitacji zajęć potrzebnej do zdobycia odznaki kadry kształcącej.

Praktyka to jednak nie tylko działanie „w boju”. Umiejętności interpersonalne z zakresu autoprezentacji świetnie ćwiczą się w formie warsztatów, symulacji i scenek rodzajowych. Te są często i wielokrotnie stosowane na przykład w trakcie kursów Lider+. Czasem zaś na warsztatach z zakresu komunikacji i promocji autoprezentacja jest ćwiczona przed kamerą i przy wsparciu trenera wystąpień – nagrane wystąpienia uczestników warsztatu mogą następnie być odtworzone przy całej grupie, by „z perspektywy” spojrzeć na to, co dobre, i na to, co jeszcze wymaga poprawy.

To drugie mistrzostwo będzie mieć swoje pozytywne konsekwencje nie tylko w lepszej przyswajalności treści w czasie zajęć na kursie. Ostatecznie zdolność do jasnego i precyzyjnego wyrażania myśli w formie adekwatnej do odbiorcy może przełożyć się na lepszą współpracę z podopiecznymi na stopnie instruktorskie, na relacje w hufcu, a w szerszej perspektywie – gdy będziemy zabierać glos w czasie obrad zjazdu hufca, chorągwi czy Zjazdu ZHP.

Postawa i podejście do kursantów

Gdyby jednak sprowadzić umiejętności trenerskie do jednej cechy charakteru, to według mnie byłaby to empatia, która zasługuje na naszą (instruktorów) szczególną uwagę. Tak jak dbaliśmy o jej rozwój w czasie pełnienia służby wychowawczej (pilnując, czy naszym harcerzom na zbiórkach i biwakach jest ciepło, nie chodzą głodni, mają zapewnione potrzeby bytowe, ale także tworząc stymulujący program edukacyjny), tak jest to istotne w czasie działań kształceniowych. Bo ostatecznie na to się przekłada empatia w kształceniu – gdy można wczuć się w pozycję, w której stawiany jest uczestnik – czy nic mu nie przeszkadza w przyswajaniu materii, czy maksymalizujemy szansę na wzrost jego kompetencji.

Istotną rolę będą pełnić również dwa niedoceniane czasami narzędzia w pracy instruktorskiej – osobisty przykład instruktora oraz pośredniość. Bo nie sztuką jest mówić, jak się powinno robić, a gdy nikt nie patrzy – robić zupełnie inaczej… Zauważenie hipokryzji u swojego instruktorskiego ideału to trudne doświadczenie do przetrawienia, w związku z czym w harcerstwie trzeba autentycznie wierzyć w prawdziwość i słuszność przekazywanych treści i na co dzień postępować w ich duchu.

Zaś co do pośredniości – trudno jest uczyć przyszłych drużynowych rozpalania ogniska w teorii w szkolnej szatni, dlatego istotne może być umiejętne wplatanie kształceniowych wytrychów w realne, praktyczne działanie. Jedyną pułapką, na którą należy tutaj uważać, jest to, by pośredniość nie zakamuflowała treści tak mocno, że przestanie ona być czytelna dla odbiorców.

Ważna sprawa – przygotowanie do zajęć

Była kiedyś anegdota o profesorze, który zapytany o to, ile czasu potrzebuje, aby przygotować się do wystąpienia, powiedział, że jeśli wystąpienie ma trwać 5 minut, potrzebuje się do niego przygotowywać przez tydzień. Jeśli 10 minut, potrzebuje trzech dni. Jeśli ma do dyspozycji godzinę, może zacząć od zaraz. Wiem, że wielu z harcerskich kształceniowców (a w szczególności harcmistrzów) wychodzi z założenia, że na dowolny temat może zacząć rozprawiać i opowiadać od zaraz. Tak oczywiście nie jest – każdą wypowiedź, choćby gawędę, którą mamy wygłosić przy ognisku, musimy przemyśleć, zastanowić się, po co ją opowiemy, co chcemy uzyskać, jaką myśl przekazać. A zajęcia na kursie? Nie będę mówił, jak po kolei powinniśmy się do nich przygotowywać, o czym pamiętać. Chcę tylko powiedzieć, że to drugie mistrzostwo – zdobycie kompetencji trenerskich wymaga nie mniej wysiłku i przygotowań niż to pierwsze – dotyczące kompetencji merytorycznych.

Musimy o tym pamiętać, aby nie stać się „kształceniowcami dwóch prędkości”.

5 2 votes
Article Rating
Jacek Grzebielucha
harcmistrz | Chorągiew Gdańska | Wydział Pracy z Kadrą GK ZHP
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Ewa Margańska
Ewa Margańska
1 rok temu

Ciekawy artykuł, z wieloma cennymi wskazówkami. Dziękuję, Autorze! A wszystkim szkoleniowcem polecam serdecznie. Czuwaj! – Ewa Margańska