Felietony

Bez puczów i przewrotów – róbmy harcerstwo!


Powrót z frontu bywa ciężki. Mnóstwo żołnierzy nie potrafi odnaleźć się w normalnej rzeczywistości, gdy nie ma jasno zdefiniowanego wroga, z którym trzeba walczyć. Dlatego często kończy się to różnymi problemami, ciągłym szukaniem przeciwników albo powrotem na front innego konfliktu. Życie tam bywa w pewnym sensie prostsze od normalnego, niespolaryzowanego, gdzie trzeba po prostu skupić się na konstruktywnej pracy i codzienności.

Mam wrażenie, że niektórzy członkowie naszej organizacji od ponad trzech dekad żyją w rzeczywistości wojennej. Od czasu Wojny O Lepsze Harcerstwo lat 80. i 90. Tymczasem minęło mnóstwo czasu, rzeczywistość wokół nas zupełnie się zmieniła – zarówno ta harcerska, jak i nieharcerska, ale dla wielu poczucie bycia wojownikami w szczytnym celu jest podstawą bytu, jest paliwem, czymś, z czego po prostu nie można zrezygnować. Choć robi się to groteskowe.

Bo sytuacja dziś jest diametralnie inna niż te dwadzie… przepraszam, trzydzieści–czterdzieści lat temu. Inna nawet niż piętnaście lat temu. Wśród większości komendantów chorągwi dokonała się zmiana pokoleniowa, kadencyjność wymusiła też zmiany w wielu hufcach, ale co najważniejsze – nie można już powtarzać jak mantry tego, że „harcerscy urzędnicy na samej górze nie wiedzą, co się dzieje w drużynach, a my tu na dole robimy prawdziwe harcerstwo”. Nie można, bo to po prostu nieprawda. Od lat wśród instruktorów Głównej Kwatery, działających w różnego rodzaju zespołach czy wydziałach, pełno jest dwudziestoparolatków, osób, które albo dopiero co oddały granatowe sznury albo nadal pełnią funkcję w drużynach czy szczepach. Zmiany są konsultowane, mamy przecież internet, oprócz tego przecież ileś zmian omawianych jest także „offlajnowo”.

Z drugiej strony często ci krzyczący wojownicy tak chętnie przywdziewający maski „prawdziwego harcerstwa na dole” dawno już wyrośli z krótkich spodenek, a i ze swoimi środowiskami niekoniecznie na co dzień współpracują. Przypomina to teorie spiskowe o Rządzie Światowym. Wiadomo, że przecież to ONI za tym wszystkim stoją. Trzeba wyrwać harcerstwo ze złych szponów GÓRY nieznającej na pewno realiów PRAWDZIWEGO HARCERSTWA.

Pamiętacie historię Shoichi Yokoi – japońskiego żołnierza odnalezionego 28 lat po II wojnie światowej na wyspie Guam. Żołnierza, któremu do połowy lat 70. wydawało się, że wojna nadal trwa…

Czas skończyć już ten spektakl. Wyjść z kanałów. Wiem, że to nie będzie łatwe, wiem, że niektórym trudno żyje się bez poczucia spełniania wielkiej misji zwalczania ZŁA. Ale chyba już pora. Róbmy harcerstwo! Bez puczów, przewrotów, przeintelektualizowanej dydaktyki i poczucia nieomylności!

I na koniec – pewnie będę musiał za to zostać wezwany do centrum galaktyki, ale zdradzę, że większość uczestników zjazdu to Reptilianie. Komunikujący się za pomocą fali 5G. Od centrum po krańce płaskiej ziemi. Osiowo, krawędziowo, obrotnie i opacznie. 😉

5 2 votes
Article Rating
Michał Górecki
harcmistrz | Hufiec Warszawa-Praga-Północ
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments