Rożności

Przepis na komendanta hufca

Nie wiem, czy uda mi się dojechać na zjazd mojego hufca. Dlatego postanowiłem, że na wszelki wypadek o moim wymarzonym komendancie napiszę. To kilka luźnych myśli. Może kandydatowi na funkcję komendanta hufca je przedstawię, a może moje przemyślenia przydadzą się komuś jeszcze, w innym hufcu. Udzielam wolnej licencji…

Cieszę się, że w moim hufcu są chętni do podjęcia tego trudnego i czasochłonnego zadania. Nowemu komendantowi i nowej komendzie hufca, jeżeli tylko będą tego potrzebować, będę starał się pomóc, jak tylko umiem.

Wiem, na jakiego instruktora głosowałbym najchętniej. To nie aluzja do kogokolwiek – to wyłącznie oczekiwania na przyszłość. To suma wniosków z błędów wielu osób pełniących tę funkcję w całej organizacji, w tym błędów moich, popełnionych dawno temu, gdy byłem komendantem hufca.

Do rzeczy:

Szukam kogoś, kto będzie wiedział, że komendant hufca jest dla drużynowych, a nie na odwrót. Kogoś, kto ma świadomość, że podjął się tej roboty po to, by drużynowym lepiej się pracowało, a nie po to, by przyjmować od drużynowych wyrazy szacunku. To ma być sprawny dyrektor zarządzający, a nie wódz wskazujący jedynie słuszną, własną drogę.

To ma być ktoś, kto rozumie, że istnienie hufca i jego działania są tylko i wyłącznie po to, by gromady i drużyny miały łatwiej. Jeżeli dowolne działanie hufca nie przekłada się, choćby pośrednio, na poprawę działania jakiejś drużyny, na ułatwienie pracy kadrze środowisk, to jest to działanie zbędne.

Ktoś, kto rozumie, czym jest harctrix i jak chronić przed nim instruktorów. Ktoś, kto zastanowi się, czy działania proponowane przez niego i jego ekipę nie powodują sytuacji, gdy jakiś instruktor nie jest w stanie zachować właściwych proporcji pomiędzy życiem rodzinnym, szkolnym/zawodowym i harcerskim.

Ktoś, kto wie, że każdy dobry instruktor ma własne zdanie i bywa tak, że jednak inne niż zdanie komendanta. Ktoś, kto wie, że konflikt opinii i poglądów, że spór to rzecz w harcerstwie normalna i wpisana w koszty, gdyż albo hufiec ma instruktorów wiernych, ale miernych, albo hufiec ma instruktorów dobrych, ale wygadanych i indywidualistów, bo są kimś, bo są indywidualnościami. Ktoś, kto wie, że wymiana poglądów nie polega na tym, że instruktor przychodzi do komendy hufca z własnym poglądem a wychodzi z poglądem szefa. Ktoś, kto pozwala, a nawet zachęca instruktorów do tego, by realizowali swoje własne pomysły i koncepcje a nie pomysły i koncepcje komendanta.

Ktoś, kto potrafi zastanowić się, czy jeżeli jakieś środowisko nie bierze udziału w życiu hufca, to przypadkiem czy wina za taki stan rzeczy nie leży po stronie komendanta.

Ktoś, kto pomaga drużynowym robić ich harcerstwo „po ichniemu”, a nie wymaga i nie uczy drużynowych, jak mają robić harcerstwo „po mojemu”.

Ktoś, kto rozumie zasadę pomocniczości i angażuje hufiec tylko w te działania i obszary, z którymi środowiska nie dają sobie rady.

Ktoś, kto rozumie, że instruktorem harcerskim jest się przede wszystkim po to, by pracować wychowawczo z podopiecznymi, a nie pełnić Bardzo Ważne Funkcje w zespołach, komisjach i komendach.

Ktoś, kto dąży do wydłużenia okresu pełnienia funkcji przez przeciętnego drużynowego (w ZHP, przeciętnie, drużynowym jest się tylko przez dwa lata). Ktoś, kto doceni doświadczonych drużynowych na przykład tak, że im drużynowy ma wyższy stopień/staż, tym mniej papierków musi pisać i składać do hufca.

Ktoś, kto potrafi dbać zarówno o dobre samopoczucie kadry w wieku okołowędrowniczym (by mieli motywację do dłuższej i lepszej służby), jak również potrafi dbać o dobre samopoczucie kadry w wieku mocno ponadwędrowniczym (by mieli motywację do dłuższej i lepszej służby). Jeżeli drużynowy jest starszy wiekiem od komendanta hufca, nie znaczy, że jest z definicji podejrzany o nielojalność i lepiej go izolować. To nie znaczy też, że można się nim nie przejmować, bo i tak zawsze był i będzie…

Ktoś, kto podejdzie z rezerwą do korpoharcerstwa, procedur i instrukcji, opisów funkcji, umów o ich pełnienie, ścieżek rozwoju. Ktoś, kto wierzy, że „na słowie harcerza polegaj jak na Zawiszy” jeszcze obowiązuje i ma wystarczyć. Jak zacznie w zamian obowiązywać „Na podpisie harcerza polegaj jak na porozumieniu o zawieszeniu ognia w Donbasie”, będziemy podpisywać umowy.

Ktoś, kto zgodzi się z poglądem, że kształcenie polega na przekazywaniu przede wszystkim kompetencji a nie emocji. Że nie nabędzie się kompetencji przewodnikowskich, biegając całą noc po bagnach (bo to nie stopień przewodnika survivalu jest zdobywany), ani nie nabędzie się kompetencji podharcmistrzowskich, wędrując przez szczyty górskie, gdyż nie chodzi tu o zdobycie Górskiej Odznaki Turystycznej. Że nie da się nauczyć drużynowych harcerskich pracować systemem zastępowym wyłącznie poprzez pracę w zastępie na kursie drużynowych, gdyż zastęp jedenastolatków rządzi się zupełnie innymi prawami i trzeba to z kursantami przepracować.

Ktoś, dla kogo mniej jest ważny szczegółowy plan pracy drużyny z podziałem na cele takie i owakie (koniecznie SMART) oraz jeszcze z analizą SWOT, a ważniejsze jest to, jak ta drużyna faktycznie pracuje. Ktoś, kto interesuje się stanem jednostki nie tylko przy zatwierdzaniu planu pracy i podczas rytualnej wizytacji, ale jest w stanie pogadać przy okazji, zadzwonić i zapytać o problemy.

Ktoś, kto zaproponuje drużynowemu odnoszącemu sukcesy w jakiejś dziedzinie (liczebność jednostki, system pracy, wykorzystanie instrumentów metodycznych, sukcesy w specjalności), by podzielił się swoim sposobem na sukces.

Ktoś, kto w chwili wyboru nie zachoruje na sznurkozę. Sznurkoza to harcerska choroba, polegająca na zaburzeniu postrzegania świata z racji posiadania sznura funkcyjnego. Przejawiają ją już posiadacze sznura brązowego, ale szczególnie wyraźnie występuje w gronie posiadaczy sznura srebrnego plecionego poczwórnie. Przejawia się przeświadczeniem o własnej nieomylności, o tym, że z chwilą założenia sznura na jego posiadacza spływa mądrość objawiona oraz królewskie prawo decydowania może nie o życiu i śmierci, ale przynajmniej o sposobie myślenia poddanych.

Łagodne przypadki sznurkozy poddają się leczeniu przy pomocy tzw. terapii konwersacyjnej, ciężkie przypadki leczy się operacyjnie przy pomocy zabiegu chirurgicznego pod nazwą „zjazd nadzwyczajny hufca”. W historii kilku hufców mojej chorągwi, w tym w historii mojego hufca, notujemy przypadki takich operacji.

Jednym zdaniem: moim ulubionym komendantem będzie ktoś, kto rozumie, że bycie komendantem hufca to przede wszystkim służba dla gromad i drużyn, a nie władza nad gromadami i drużynami.

 

CZUWAJ 6-7/2019
Avatar
Dariusz Brzuska
harcmistrz | drużynowy w Hufcu Warszawa-Żoliborz | przez 10 lat członek RN ZHP

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o