Felietony O lepsze harcerstwo

O felietonach i polemikach


Dla redaktora nie ma chyba większej radości, niż gdy widzi, że publikowane teksty wzbudzają zainteresowanie, pobudzają do myślenia, prowokują instruktorską dyskusję. Dlatego tak bardzo ucieszyłem się, gdy w różnych częściach harcerskiego internetu zaczęły być komentowane artykuły z ostatniego miesiąca. Szczególnie mam tu na myśli felieton Marcina Bednarskiego „Zepchnijcie nas z cokołów” („Czuwaj” 11/2019) oraz teksty Rafała Klepacza, które pojawiają się w nowo utworzonej części strony www.czuwaj.pl z blogami autorów (blog Rafała nosi tytuł „Z morza widać lepiej” – zajrzyjcie koniecznie!).


Tak więc ucieszyłem się z tego zainteresowania, gdy zobaczyłem, że dyskusja rozwija się na czuwajowym Facebooku, pod tekstami na naszej stronie oraz w kilku innych miejscach, w których znalazł się link do wymienionych tekstów. Ale chwilę potem zmartwiłem się, bo okazało się, że nie pobudzają one za bardzo do refleksji, a sprowokowana dyskusja była… taka sobie. Smutno mi się zrobiło. Z kilku powodów.

Przede wszystkim uświadomiłem sobie, że wielu, zbyt wielu instruktorów nie rozumie specyfiki rozmaitych form wypowiedzi dziennikarskiej. No bo jak można czynić zarzut autorowi felietonu, że nie jest on kompleksowym opracowaniem, że skrótowo, jednostronnie przedstawia jakieś zagadnienie. Przecież to absurd. Przecież o to chodzi, aby skrótowo (bo felietoniście dajemy w gazecie jedną stroniczkę), czasem w sposób przerysowany przedstawić pewien problem – po to, aby pobudzić do refleksji. I to wszystko. Nie chodzi o dogłębne, profesjonalne, całościowe rozpracowanie tematu, które będzie podstawą do podejmowania ważnych decyzji przez Radę Naczelną czy Główną Kwaterę. Naprawdę nie o to chodzi!

Dodatkowym, dość kuriozalnym elementem tego niezrozumienia formy, jest zarzucanie, że autor tekstu… wyraża swoje zdanie i nie przedstawia obiektywnego opisu rzeczywistości. A czyje poglądy ma przedstawiać autor felietonu?…

Ale jeszcze ciekawsze jest to, że autorzy takich ocen potrafią budować wielopiętrowe argumentacje odnoszące się nie do tego, co przeczytali, ale tego, czego w tekście nie ma (czyli tego, czego – według nich – brakuje). Albo do tego, co jest związane z gryzącymi ich aktualnie kwestiami, ale w najmniejszym stopniu z tym, co mogli przeczytać w felietonie.

Jest jeszcze jeden kłopot – bo jeśli przeczytali tekst, to pół biedy, zdarza się jednak, że polemiki są toczone w sytuacji, gdy ktoś nie przeczytał felietonu, a podejmuje dyskusję jedynie na podstawie małego cytatu zamieszczonego w poście, którego funkcją jest zachęcenie do przeczytania całości. No a mistrzostwem wykazała się pewna harcmistrzyni, która sama przyznała, że… nie wie, kto jest autorem tekstu. (A zna tego autora od lat). Druhna komentuje na podstawie jednego zdania – nie kliknęła, aby dojść do źródła. Ech, szkoda słów.

Martwię się tym, bo polemiki są czasem gorące, ale bezsensowne. Bo niezrozumienie istoty formy (zwłaszcza felietonu) prowadzi do wykreowania sztucznego konfliktu. Przykładem niech będzie wspomniany już tekst Marcina Bednarskiego, który chciał uwrażliwić starszych instruktorów, by zrobili krok do tyłu i dali trochę przestrzeni do działania młodym. Zarzucanie więc Marcinowi, że nie rozumie, że mamy też w Związku problem odwrotny, czyli występuje brak szacunku dla doświadczenia i dokonań starszych instruktorów, jest bez sensu, bo przecież on to doskonale wie, ale nie o tym pisał!

Krótko mówiąc: warto zrozumieć, że w tekście na kilka tysięcy znaków nie da się zawrzeć „wszystkiego”. Pamiętajmy o tym, pisząc polemiki – czy na FB, czy do gazety. Do czego oczywiście gorąco zachęcam!

Grzegorz Całek
Grzegorz Całek
harcmistrz | redaktor naczelny CZUWAJ | przewodniczący KSI przy GK ZHP

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o