Felietony O lepsze harcerstwo

Szczepmy się!

Od ponad roku nasze życie determinuje pandemia COVID-19 i związane z nią obostrzenia. Wpłynęły one właściwie na wszystko, co dzieje się wokół nas. Chyba nie ma osoby, także wśród instruktorów harcerskich, która nie odczułaby skutków tego światowego kataklizmu i ponadrocznej izolacji. Być może są to skutki ekonomiczne, wynikające z czasowego zawieszenia lub likwidacji zakładu pracy, problemy związane ze zdrowiem, z nauką dzieci, które mają już dość bycia z dala od rówieśników, całkowitą zmianą trybu życia, ograniczeniem kontaktów towarzyskich, brakiem dostępu do kultury, sportu. A może nawet w naszej rodzinie czy wśród przyjaciół lub znajomych już nie ma osób nam bliskich – tych, które tworzą przerażającą, już tylko anonimową statystykę ponad 73 tysięcy oficjalnych ofiar koronawirusa.

Wprowadzone w związku z pandemią restrykcje i obostrzenia wpłynęły niezwykle mocno na system edukacji oraz harcerstwo. Podobnie jak szkołę, dotknęły nas szczególnie dwie kwestie: konieczność pracy na odległość i rozluźnienie relacji międzyludzkich, a czasem nawet zanik więzi spajających w szkole – klasy, w harcerstwie – zastępy, drużyny i szczepy. Bo jak uczestniczyć w prawdziwej zbiórce, wpatrując się w ekran komputera? Jak budować wspólnotę drużyny, kontaktując się wyłącznie przez internet? Gdzie magia ogniska, harcerskich obrzędów?…

Dziś doszliśmy do stanu, gdy wiemy, że tak dalej się nie da. Musimy, o czym pisaliśmy ostatnio wiele razy, jak najszybciej wrócić do normalnej pracy gromad, drużyn i hufców. Bo bez świetnych zbiórek, pasjonujących rajdów, wycieczek i biwaków organizowanych jeszcze przez najbliższy miesiąc, bez niezapomnianych obozów podczas wakacji obudzimy się we wrześniu w Związku pięćdziesięciotysięcznym, z licznymi białymi plamami, gdzie nie ma harcerstwa, z brakami kadrowymi jeszcze większymi niż przed pandemią.

Potrzebujemy normalności – w harcerstwie i we wszystkich innych aspektach naszego życia. Jak to zrobić? Mimo różnic światopoglądowych i politycznych istnieje chyba wśród naukowców, polityków i tzw. opinii publicznej zgoda, że jedynym sposobem dojścia do normalności (cokolwiek ona dziś znaczy) są powszechne szczepienia, które pozwolą jak najszybciej osiągnąć tzw. odporność populacyjną.

Tymczasem droga do tego celu jest jeszcze daleka. Według danych Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) blisko niego jesteśmy tylko w grupie osób w wieku 70-79 lat (72,5% zaszczepionych). Nawet w grupie 80+ zaszczepionych jest tylko 57,5%, a wśród osób 50+, 40+ i młodszych jest jeszcze gorzej. Ogólnie zaszczepiło się lub zapisało na szczepienie w drugiej połowie maja tylko 48% społeczeństwa i wcale nie wiadomo, czy znacząco uda się tę grupę szybko powiększyć.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo z badań wynika niezbicie, że odsetek Polaków, którzy nie chcą się szczepić (z różnych względów) wynosi od jednej trzeciej do 40%. Tylu dorosłych naszych rodaków nie zamierza się w ogóle zaszczepić! Niezależnie od wieku, miejsca zamieszkania, wykształcenia czy zawodu. Sceptyków znajdziemy również w największych miastach, wśród ludzi zamożnych, a nawet wśród nauczycieli, których raczej nie należałoby posądzać o brak ufności w naukę (wystarczy poczytać niektóre wypowiedzi na nauczycielskich forach – aż strach, że niektórzy uczą nasze dzieci!). Nie widzę więc powodu, aby sądzić, że raptem wśród instruktorów harcerskich odsetek osób świadomych, chcących się jak najszybciej zaszczepić, będzie znacznie większy niż w całym społeczeństwie. Przecież nasza kadra jest jego odbiciem.

Właśnie dlatego chciałbym gorąco zaapelować do instruktorów o podjęcie działań pro- szczepionkowych. Zaczynając od siebie. Jeśli nie dla własnego zdrowia czy dla swojej rodziny, to dla swojego środowiska harcerskiego, aby móc wrócić do harcerskiej normalności. Bo – być może – zaszczepienie się będzie jedynym sposobem, aby móc zorganizować obóz drużyny czy szczepu, będzie formalnym warunkiem jego organizacji, ale też warunkiem bezpieczeństwa oczekiwanym przez wielu rodziców.

Jest też drugi aspekt: dziś szczepić się mogą już 16–17-latkowie – to nasza młoda kadra (przyboczni, młodzi drużynowi), która musi dostać od starszych instruktorów jasny sygnał, że należy się zaszczepić. Co więcej, za chwilę możliwość szczepienia będzie otwarta także dla młodszych roczników, które, jak pokazują rozmaite badania, są najbardziej sceptyczne wobec pandemii i najmniej chętne do szczepień. Zatem wobec nich rola drużynowych czy szczepowych może się okazać nie do przecenienia. I być może kluczowy będzie w tym przekonywaniu tak ważny w harcerstwie osobisty przykład instruktora.

Mam świadomość, że są wśród instruktorów ZHP sceptycy, a nawet zdeklarowani antyszczepionkowcy – ale zachęcam raz jeszcze: zróbcie to dla swoich zuchów i harcerzy, dla swoich drużyn, szczepów i hufców!

Na marginesie: zastanawiam się, czy wśród instruktorów ZHP w ogóle jest miejsce dla anyszczepionkowców, płaskoziemców, negacjonistów klimatycznych i innych przeciwników rzetelnej wiedzy naukowej. Ale to już temat na inny tekst.

1 1 vote
Article Rating
Grzegorz Całek
harcmistrz | redaktor naczelny CZUWAJ | przewodniczący KSI przy GK ZHP
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments