Program i metoda Z morza widać lepiej

Stanica Bublewskiego

W toku harcerskich dyskusji często przewija się kwestia sensu posiadania przez ZHP żaglowca. Pytanie to wybrzmiewa szczególnie głośno, gdy dowiadujemy się, że żaglowiec ten generuje koszty. Zanim jednak zdecydujemy, czy jest sens ponosić koszty utrzymania statku, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, co to w ogóle jest ten Zawisza. Żeby to zrobić, musimy poznać jego historię. Bez jej zrozumienia nie zrozumiemy, czym Zawisza jest dzisiaj.


Nie zrozumiesz dziś, jeśli nie poznasz wczoraj
W Internecie można znaleźć opracowania historii dotyczące naszego flagowego żaglowca. Jest książka, są liczne artykuły, Wikipedia. Spróbujmy jednak spojrzeć na historię przedmiotu, jakim jest statek, przez pryzmat wychowania. Nie patrzmy na dane techniczne, liczbę wymienianych silników czy agregatów. Odejdźmy od statku – przedmiotu, a spójrzmy na statek – ideę.

Idea tego, by mieć własny żaglowiec, kiełkowała w ZHP przed II Wojną Światową. Pomysł na wychowanie morskie realizowane poprzez prowadzenie rejsów morskich na żaglowcu narodził się u Generała Zaruskiego, a podchwycili harcerscy wychowawcy: hm. Witold Bublewski i hm. Jan Kuczyński.
W 1934 roku znaleźli oni i sprowadzili do Polski szwedzki żaglowiec Petrea, który przebudowano na żaglowiec szkolny. Zaruski, Bublewski, Kuczyński – to oni nakreślili ramy wychowania morskiego w Polsce i jego kierunki. Idea wychowania poprzez wspólną pracę młodych ludzi na żaglowcu w ówczesnym świecie była bardzo nowatorska. Zawisza był jednym z pierwszych żaglowców szkolnych dla młodzieży na świecie!

Później była wojna. Kuczyński zginął w obronie Gdyni. Zaruski zmarł w Chersoniu, zamęczony w sowieckim więzieniu. Bublewski działał w podziemiu, w Wydziale Marynarki Wojennej „Alfa” Komendy Głównej Armii Krajowej. W jego zamyśle w czasie „pojutrze” należało zabrać się za odbudowę kadr morskich, za wychowanie ludzi do morza. Zawisza, zarekwirowany przez Niemców, odnaleziony po wojnie we Flensburgu, a następnie przyholowany do Polski, był w złym stanie. W 1947 roku został zatopiony na wodach zatoki Puckiej. Zbiegło się to z zamykaniem morza dla polskich żeglarzy i harcerskich wodniaków przez władzę ludową. Dopiero po ‘56 roku stał się możliwy powrót do pełni pracy wodniackiej i harcerskiej, w tym do organizacji harcerskich rejsów morskich. Do ich prowadzenia i szkolenia kadr niezbędny był żaglowiec. ZHP otrzymał jednostkę, która miała się nim stać – statek rybacki Cietrzew. Witold Bublewski wraz z inżynierem okrętnictwa Stanisławem Ludwigiem dokonują jego przebudowy na żaglowiec szkolny dla ZHP. Będzie się nazywał, a jakże, Zawisza Czarny. Tak, jak jego przedwojenny poprzednik. Bublewski, zarażony ideą Zaruskiego, starał się wrócić do wychowania morskiego na żaglowcu. Pierwszym kapitanem Zawiszy został bohaterski dowódca okrętów podwodnych z II wojny światowej kmdr. Bolesałw Romanowski. Jednym z pierwszych oficerów – Jan Ludwig. Syn Stanisława, budowniczego Zawiszy.

MarquezDo końca lat ‘80 Zawisza pływał niemal wyłącznie w rejsach harcerskich. Dwu- i trzytygodniowe rejsy po Zatoce Gdańskiej (którą dziś opływamy w trzy dni), ale też wyprawy do Leningradu, na Islandię, do Norwegii. Złota era przypadła na lata ‘70 i ‘80. Pod czujnym okiem hm. Bublewskiego wyrastają kolejni harcerscy kapitanowie Zawiszy: Jan Sauer, wspomniany Jan Ludwig, Zbigniew Frąszczak, Ryszard Wabik, Benon Przybyszewski, Bogdan Olszewski, Wikor Leszczyński i inni. Pierwszy z nich bierze udział w dramatycznej akcji ratunkowej w 1984 roku na Bermudach podczas regat Operacji Żagiel 84. W silnym szkwale tonie żaglowiec Marquez. Sztorm dochodzący do górnych stopni skali Beauforta powoduje, że żaden żaglowiec biorący udział w regatach nie jest w stanie ruszyć z pomocą tonącemu statkowi. Żaden poza Zawiszą. Nasz Zawisza w trudnych warunkach dociera do miejsca zatopienia Marqueza i podejmuje z wody ośmiu rozbitków. Co by było, gdyby tam nie dotarł? Marquez survivors żyją i ciągle pamiętają, komu zawdzięczają swe życie. Zawisza, aby ratować Marqueza, wycofuje się z regat, za co otrzymuje od Polskiego Komitetu Olimpijskiego nagrodę Fair Play. Warto wspomnieć, że oficerem pierwszej wachty w tym rejsie jest Waldemar Mieczkowski. To ważne dla tej opowieści.

Rejs Harcerskich Warsztatów Kultury MarynistycznejW marcu 1989 roku Zawisza rusza w rejs wymyślony przez hm. Jana Ludwiga. Niby na Kubę, na Festiwal Młodzieży, ale tak naprawdę dookoła świata. Inną drogą niż zwykle się płynie, bo na wschód. Wraca w 1990 roku, do innej Polski, już nie ludowej. Rejs w większości prowadzi hm. kpt. Jan Ludwig, a bosmanem, a później starszym oficerem, jest hm. Roman Streubel. Harcerskie załogi obsadzają kilka etapów tego rejsu. Jego uczestnicy, do dziś spotykają się na Zawiszy i wspominają tamtą przygodę. Zawisza jest dziś jednym z 4 polskich żaglowców, które opłynęły świat.

W 1998 roku na Jamboree do Chile Zawisza rusza pod dowództwem kpt. hm. Grzegoża Studziżby. Po zakończonym Jamboree statek dowodzony przez kpt. hm. Waldemara Mieczkowskiego rusza z Valparaíso na południe, by dwukrotnie opłynąć przylądek Horn – czyli zdobyć nasz żeglarski Mount Everest. Kpt. Mieczkowski to ten sam człowiek, który w 1984 roku był oficerem na Bermudach pod dowództwem hm. kpt. Sauera. Zawisza jest jednym z sześciu polskich żaglowców, które dokonały tego wyczynu. Starszym oficerem w rejsie dookoła Hornu jest Jan Dobrogowski – kolejna postać ważna dla naszej opowieści.

Po powrocie do Europy Zawisza bierze udział w swoim najważniejszym rejsie – Rejsie Pokoju 1999. Rejs organizowany jest przez Światowe Biuro Skautowe na Morzu Śródziemnym, gdzie tlą się różne lokalne konflikty. Dziwnym trafem, w Polsce o tym rejsie jest wyjątkowo cicho. Na pokład zamustrowani zostają uczestnicy z różnych, skonfliktowanych ze sobą krajów. Są Palestyńczycy i Żydzi, są Grecy z Cypru i Turcy, są Bośniacy i Serbowie, i to zaledwie 2 lata po zakończeniu krwawej wojny bałkańskiej. Są żydzi, muzułmanie, chrześcijanie różnych obrządków. Oficerowie – to instruktorki i instruktorzy harcerscy z Polski. Po dwóch dniach ludzie z nienawidzących się nawzajem nacji tworzą jedną załogę. Okazuje się, że wychowanie morskie działa. Odbywają się cztery dwutygodniowe etapy Rejsu Pokoju. Ostatni z nich kończy się w greckim Pireusie. Do tego portu z Polski przyjeżdża ufundowany przez harcerzy, żeglarzy i ratowników tatrzańskich dzwon – dar dla parafii w Chersoniu, nazwany Dzwonem Zaruskiego. Zostaje on załadowany na pokład Zawiszy i przewieziony do Odessy na Morzu Czarnym, a stamtąd do Chersonia, do kościoła niedaleko miejsca pochówku Mariusza Zaruskiego. Zawisza w ten sposób symbolicznie oddał hołd twórcy wychowania morskiego w Polsce i swojemu pierwszemu kapitanowi. Niestety ten symboliczny hołd zbiega się w czasie z końcem „złotego wieku” Zawiszy.

Idee i ludzie – nasza szkoła instruktorska
Chciałbym tę historię opisać jako historię myśli wychowawczej. Idee nie są bytami samymi w sobie. Przeważnie za ich stworzeniem, opracowaniem, wdrożeniem i przekazaniem dalej stoją ludzie. Gdzieś na początku ubiegłego wieku zbiegły się ścieżki kilku instruktorów harcerskich i jednego generała: Zaruskiego, Bublewskiego i Kuczyńskiego. Ich wychowankowie to hm. Jan Ludwig i hm. Jan Sauer. Pod ich komendą, jako oficerowie pływali hm. Roman Streubel, hm. Waldemar Mieczkowski, a później od nich uczyli się hm. Grzegorz Studziżba, hm. Wojciech Plewnia i inni. Waldek, Romek, Grzegorz, ciągle są z nami. Pływają, dzielą się swoją wiedzą, uczestniczą w konferencjach, które organizuje Wydział Wychowania Wodnego GK ZHP. Póki żył, uczestniczył w nich też Jan Ludwig, ten od rejsu dookoła świata, którego ojciec budował Zawiszę. Naszych oficerów na Zawiszy szkoli obecnie między innymi kpt. Jan Dobrogowski (tak, dobrze pamiętacie, starszy oficer spod Hornu, gdy kapitanem był Waldek Mieczkowski).

Jest też młodsze pokolenie kapitanów, wyrosłe w duchu Zaruskiego, przekazanym przez wyżej wymienionych. To łódzcy instruktorzy Tomek Kosiewicz i Wiktor Wróblewski. Do tego głównego nurtu dołączają też inni, którzy ubogacają nasze doświadczenia: kmdr. Bolesław Romanowski, kapitanowie Maciej Sodkiewicz, Wojtek Zientara, Sławek Rudnicki, Krzysztof Januszewski, Tomasz Kulawik i wielu, wielu innych*. Wszyscy coś biorą od poprzedników, ale każdy też coś od siebie wnosi do idei wychowania na morzu. Zawisza nie jest więc nie tylko przedmiotem – statkiem. To żywe miejsce, gdzie pierwotnie kształtowała się, a później realizowała nasza i ciągle rozwija, polska idea wychowania morskiego. W prostej linii aż do dziś, przez hm. Witolda Bublewskiego, od generała Mariusza Zaruskiego.

Z uwagą przysłuchujemy się dyskusji o odtworzeniu harcerskiej stanicy Kamińskiego w Górkach Wielkich. To tam kształtowała się nasza myśl wychowawcza w ZHP! To tam przez 3 lata działała szkoła instruktorska, w której wykształciło się wybitne pokolenie instruktorów. To bardzo zacna idea i bardzo jej kibicujemy. Pamiętajmy jednak, że podobną szkołę mamy na Zawiszy. A właściwie, że Zawisza po prostu jest podobną szkołą. Z tą różnicą, że działa nieprzerwanie w zasadzie od 1934 roku, od 87 lat!

Ciągle są w niej nauczyciele, którzy uczyli się od jej założycieli. Pamiętajmy, że sztafeta pokoleń w tej szkole, którą jest Zawisza, nigdy nie została przerwana! Że od Zaruskiego, Kuczyńskiego i Bublewskiego przejęli ją Ludwig i Sauer, potem ponieśli i niosą Mieczkowski, Streubel, Studziżba i Wabik, a teraz także Dobrogowski, Kosiewicz i Wróblewski, jeśli liczyć samych kapitanów. A jeszcze wokół nich są dziesiątki osób – kadr tej szkoły – harcerscy oficerowie i starsi oficerowie Zawiszy!

Czasem zastanawiam się, czy my w ogóle widzimy, jaki skarb mamy w ZHP? To tak, jakby ta stanica w Górkach Wielkich działała nieprzerwanie do dziś! To tak, jakby byli w niej dziś nauczyciele, których szkolił Kamiński! Tym jest właśnie Zawisza. Mówi się dziś, że trzeba znaleźć środki na odbudowę tego wspaniałego miejsca, jakim jest Stanica Kamińskiego w Górkach Wielkich. Nikt nie mówi, że musimy zdobyć środki na utrzymanie tego wspaniałego miejsca, jakim jest szkoła wychowania morskiego s/y Zawisza Czarny. Kiedyś zaniedbano Stanicę Kamińskiego i dziś chcemy ją odbudować. Zróbmy wszystko, by nasi następcy, kiedyś nie musieli podnosić z ruin szkoły wychowania, którą jest Zawisza.

Kryzys idei
Kiedy Zawisza kończy Rejs Pokoju i zawija w końcu do portu macierzystego w Gdyni, okazuje się, że wrócił do nowej rzeczywistości. Zmienia się jego otoczenie gospodarcze. W społeczeństwie, które zachłysnęło się neoliberalnymi ideami wolnego rynku, także w ZHP zaczyna dominować przekonanie, że każdy składnik majątku ma na siebie zarobić. Lata 2000 w Polsce to czas myślenia, że wartość zarówno rzeczy jak i idei można wyrazić tylko relacją kosztów do strat, czyli zyskiem lub stratą.

Zawisza próbuje zmierzyć się z tą rzeczywistością. By go utrzymać, armator decyduje się na organizację coraz większej liczby rejsów komercyjnych. Są lata, gdy dla harcerzy nie ma miejsca. Są lata, gdy rynkowe ceny są dla harcerzy zbyt wysokie, by mogli skorzystać ze wspaniałej możliwości wychowania na morzu.
Niestety, to podejście obowiązuje także i dzisiaj. Żyjemy w paradygmacie „opłacalności”. Nie pytamy, czy wychowanie morskie się opłaca. Pytamy, czy opłaca się posiadać żaglowiec. W ostatnich latach ceny rejsów zostały podniesione, zgodnie z sytuacją na rynku, w górne poziomy cen podobnych usług. Przekracza to możliwości większości rodziców, nie wspominając o płacących samodzielnie wędrownikach i młodych instruktorach. Rejsy dla młodzieży stanowią około 25%. To są cenne rejsy. Każdy jest przygodą, zmaganiem ze swoimi słabościami. Mieliśmy nawiązujące do Rejsu Pokoju rejsy polsko–ukraińskie albo polsko–litewski. Te z najbardziej niesamowitą atmosferą, to rejsy z Betlejemskim Światłem Pokoju. Często w ekstremalnych warunkach, w 100% harcerskie, okraszone spotkaniami na statku ze skautami z odwiedzanych krajów. Pozostałe są przeznaczone dla klubów żeglarskich czy firm organizujących rejsy komercyjne Wydłuża się też czas pracy statku. By zarobić na konieczne przeglądy i naprawy, musi pływać więcej niż w latach swej świetności. Kiedyś było to 180 dni w roku, potem 200, a ostatnio aż 230 dni w roku! Wszystko w pogoni za pieniądzem.

Zwiększona eksploatacja statku powoduje szybsze zużywanie się jego części, a co za tym idzie – częstsze awarie. To powoduje, że musimy więcej pływać i więcej zarabiać, żeby mieć na nowe części i na remonty. To błędne koło. Dlatego w 2019 roku jako Zarząd Fundacji Centrum Wychowania Morskiego ZHP powiedzieliśmy głośno: „dość”. Działając dalej w ten sposób wykończymy statek. A jak pisałem wyżej, Zawisza to przede wszystkim idea, której do zmaterializowania się niezbędny jest statek. Działając jedynie w imię reguł rynku, w przekonaniu, że „przecież musimy z czegoś żyć” albo – co gorsza, że to Zawisza powinien zarabiać na działalność ZHP – tę ideę pogrzebiemy, a raczej zatopimy, jak władze PRL pierwszego Zawiszę.

Jak to się działo, że ZHP mogło tę ideę i jednocześnie miejsce jej realizacji tworzyć i rozwijać? Czyli mówiąc wprost: z czego utrzymywał się nasz żaglowiec?

Wróćmy do historii
A ona jest taka, że nie byłoby Zawiszy i wychowania morskiego bez wsparcia Państwa. Pierwszy Zawisza został kupiony w 1934roku za 39 tysięcy ówczesnych złotych. ZHP uzbierał z tego 10 tys. zł. Pozostałą kwotę dopłaciło Ministerstwo Handlu i Przemysłu, któremu w tamtym czasie podlegały sprawy marynarki handlowej. Co więcej, ZHP dostał od resortu nie tylko brakujące 29 tys. zł, ale także kolejne 11 tys. zł na przystosowanie statku do funkcji żaglowca. Nie mamy danych mówiących o tym, jak Zawisza zarabiał przed wojną na swoje utrzymanie. Dość powiedzieć, że w latach 1934 – 1939 odbył 16 rejsów. Obecnie Zawisza odbywa ich rocznie około 40.

Po wojnie wspomniany wcześniej statek rybacki Cietrzew został przekazany ZHP nieodpłatnie. Koszty przebudowy brały na siebie państwowe stocznie, rachunki pośrednio opłacało Państwo. Podobnie było z remontami i przeglądami klasowymi. Zawisza był przebudowywany w Gdańskiej Stoczni Remontowej (GSR) i w Stoczni Marynarki Wojennej. Maszty w 1967 roku podwyższała GSR, rufę przedłużono w 1967 roku w Szczecińskiej SR Gryfia, nadbudówkę poszerzono w 1980 roku w GSR Nauta. W 1995 roku remont silnika i agregatów przeprowadzono w Stoczni Gdynia, a przegląd klasowy w 1998 roku w Albanii, w stoczni, która była spółką – córką Stoczni Gdańskiej. Od początku posiadania żaglowca do 2000 roku ZHP płacił za remonty tylko 2 razy: w roku 1992 za remont silnika po awarii w Kiel w kwocie 40 tys. marek niemieckich (z których 20 tys. umorzono) i w 2000 roku za remont kapitalny w Gdańskiej Stoczni Remontowej.

A potem zmieniły się przepisy. Pomoc Państwa poprzez stocznie przestała być możliwa. Od 2000 roku ZHP płaci za remonty statku gotówką, którą trzeba zarobić, podnosząc ceny rejsów, godząc się na rejsy komercyjne, eksploatując statek ponad miarę. Od 2011 roku, od powstania fundacji CWM ZHP, na remonty, naprawy, przeglądy wydano ponad 2 miliony złotych ze środków które wypracował CWM ZHP.

Stan w 2021 roku
Od półtora roku prowadzimy w ZHP rozmowy o tym, jak ma wyglądać wychowanie morskie. Być może sprowadzając się one do odpowiedzi na pytanie, z czego należy je finansować. Jedno już wiemy na pewno: statek sam na siebie nie zarobi. A jeśli miałby to jednak robić, to nie będzie na nim miejsca na wychowanie. W naszej ocenie, oprócz rejsów dla harcerzy po Bałtyku i wypraw dla wędrowników na trochę dalsze wody, rola Zawiszy jest również symboliczna. Wszak to nasza szkoła instruktorów i kadr. Na jego pokładzie powinny odbywać się Zobowiązania Instruktorskie, Przyrzeczenia Harcerskie, uroczyste zbiórki, spotkania. Nie da się tego robić, jeśli statek jest w ciągłym ruchu, a kiedy tylko stanie na moment, od razu wchodzą ekipy remontowe i coś naprawiają. Taki statek musi mieć też czas na życie inne niż tylko rejsy. Jest naszą flagową jednostką i tę funkcję również musi wypełniać.

Z tych rozmów o tradycji, idei, sztafecie instruktorskich, oficerskich i kapitańskich pokoleń, ale też pamiętania o twardej rzeczywistości ekonomicznej, powstał pomysł, by rozmawiać o wychowaniu morskim i żaglowcu w ZHP do Zjazdu Zwykłego w grudniu 2021 roku tak, by na Zjeździe przedstawić projekt uchwały, która wyznaczy nowej Głównej Kwaterze kierunek działania na tym polu. Ważne, by były to plany na kolejne kadencje, a nie tylko na najbliższe 4 lata – nasz Zawisza jest tak dużym wyzwaniem, że wymaga planowania w dłuższej perspektywie.

Ta twarda rzeczywistość ekonomiczna, o której wspomniałem, właśnie daje o sobie znać. W 2020 roku po 25 latach skończył się (już raz przedłużony) resurs agregatów prądotwórczych. Po latach użytkowania niektóre płaty poszycia burt i nadbudówki wymagają wymiany. Od kilku lat systematycznie dokonywana jest wymiana olinowania stałego. Po sztagach, achtersztagach i padunach w tym roku przyszedł czas na wanty. Klasyfikator (czyli podmiot, który dopuszcza statki do żeglugi) kazał wymienić też na nich drybliny. To wszystko spowodowało, że w tym roku nasz flagowy żaglowiec musiał przejść pogłębiony remont. Bez niego nie mógłby ani pływać, ani nawet stać w porcie i czekać na lepsze czasy. Takiego statku jak Zawisza nie można wyciągnąć i postawić sobie na podwórku. Można go albo eksploatować, albo złomować. Pamiętajmy, że statki – muzea (jak Sołdek, ORP Błyskawica, Dar Pomorza), też muszą mieć kartę bezpieczeństwa i też muszą przechodzić remonty.

Główna Kwatera ZHP zdecydowała więc, że wesprze remont Zawiszy-statku, by mógł działać Zawisza-szkoła. Jednak teraz ten remont jest przedstawiany jako błąd, a z decyzji o nim czyniony jest zarzut. Wygląda na to, że każda decyzja GK ZHP byłaby zła. Bo kiedy GK zdecydowała się na remont, okazuje się, że źle gospodaruje pieniędzmi. Gdyby się go niepodjęła się, skazując Zawiszę na zagładę, okazałoby się, że doprowadziła do utraty majątku. GK ZHP wybrała chyba racjonalne rozwiązanie, które pozwoli statkowi działać do czasu uchwalenia i realizacji uchwały Zjazdowej. Czy – dbając o wychowanie, idee, tradycję i dziedzictwo ZHP, które materializują się w Zawiszy – mogłaby go po prostu zezłomować?
Rokrocznie na Zawiszy odbywa się kilkanaście rejsów dla młodzieży. Dbamy, by były one wymagające, by były przeżyciem, przygodą. Pobyt na morzu odcina od cyfrowych mediów, nie działa internet, komórki. Łatwiej zauważyć drugiego człowieka obok. Jest się blisko natury, która czasami wręcz przelewa się przez burty. Liczą się praca zespołowa, dbałość i uważność na drugiego człowieka, służba, kiedy pracując na nocnej wachcie, nieraz w deszczu i przejmującym wietrze, jest się odpowiedzialnym za tych, którzy śpią pod pokładem. Jest prawdziwie, bo nikogo się nie udaje. Pracuje się na żaglowcu na morzu. Okazuje się, że wartości wychowania morskiego są w dzisiejszych czasach nawet większe niż kiedyś.

Każdy, kto na Zawiszy przeżył chociaż krótki rejs, mówi o jego dziwnej, dobrej atmosferze. O klimacie, o tym, że tam coś się unosi w powietrzu. Czy bylibyśmy w stanie utrzymać nasz styl, naszą misję, nasz program na innym żaglowcu? Na żaglowcu, na którym kapitanami, oficerami – czyli bezpośrednimi wychowawcami młodzieży – byliby oficerowie – nie-harcerze? Czy da się „robić” wychowanie morskie bez własnego statku, czy to już będą tylko rejsy? Rejsy co prawda pokazujące, że żeglarstwo jest fajne, ale bez tego ważnego elementu, jakim jest całościowe wychowanie morskie na pokładzie „Zawiasa”.

Mamy skarb, mamy swoją morską stanicę wychowania. Dbajmy o niego i zachowajmy ją, by sztafeta pokoleń zapoczątkowana przez gen. Mariusza Zaruskiego mogła dalej trwać.

 

hm. Rafał Klepacz – kpt. jacht.

Kierownik Wydziału Wychowania Wodnego GK ZHP

(Dziekuję za pomoc w napisaniu tego artykułu hm. Waldemarowi Mieczkowskiemu, phm. Wiktorowi Wróblewskiemu, phm. Helenie Jędrzejczak)

 

 

 

* Kadra Zawiszy

Kapitanowie
1. Maciej Adamczak – starszy oficer w rejsie przez Atlantyk pod hm. Grzegorzem Studziżbą,
2. phm. Witold Cisowski – kapitan rejsu polsko – ukraińskiego, kapitan wielu rejsów szkolnych na Zawiszy,
3. phm. Jan Dobrogowski – harcerz z Poznania, kapitan żeglugi wielkiej, oficer w rejsach na Horn,
4. Tomasz Dobrucki – oficer w rejsie dookoła świata,
5. Andrzej Drapella – prowadził rejsy harcerskich warsztatów kultury marynistycznej, legendarny kapitan żeglugi wielkiej, kapitan rejsu Columbus 92.
6. Dariusz Drapella – kapitan żeglugi wielkiej,
7. Aleksandra Emche – kapitan Zawiszy w rejsie polsko-ukraińskim,
8. Zbigniew Frąszczak – kapitan Zawiszy między innymi w rejsie na Islandię i wielu innych,
9. Tomasz Grala – były harcerz związany z HOM Szczecin, kapitan wielu rejsów szkolnych,
10. Franciszek Haber – kapitan pierwszego rejsu z BŚP, oficer u kpt. Waldemara Mieczkowskiego,
11. Jerzy Idzikowski – jachtowy kapitan żeglugi wielkiej, kapitan wielu rejsów szkolnych na Zawiszy,
12. Marek Ihnatowicz – były harcerz związany z HOW Warszawa, kapitan wielu rejsów szkolnych,
13. Krzysztof Januszewski – wykładowca Uniwersytetu Morskiego w Gdyni, pracownik Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa, oficer u kpt. Jana Ludwiga,
14. Andrzej Kałamaja – uczestnik rejsu dookoła świata z hm. Janem Ludwigiem, były harcerz z Bydgoszczy.
15. Piotr Kowalski – kapitan wielu rejsów szkolnych na Zawiszy,
16. Tomasz Kulawik – kapitan rejsów młodzieżowych CWM ZHP i wielu rejsów szkolnych,
17. hm. Wiktor Leszczyński – komendant CWM ZHP, związany z HOW Warszawa,
18. Ziemowit Kłos – kapitan rejsów szkolnych na Zawiszy,
19. Maciej Leśny – jachtowy kapitan żeglugi wielkiej, kapitan rejsów szkolnych,
20. hm. Stanisław Ludwig – budowniczy żaglowca,
21. hm. Jan Ludwig – oficer i kmdr. Romanowskiego, kapitan żaglowca w Rejsie Dookoła Świata,
22. hm. Waldemar Mieczkowski – drużynowy 9.BDH, komendant CWM ZHP, oficer w czasie akcji ratowania Marqueza, kapitan Zawiszy w Rejsach na Horn, w Rejsie Pokoju, w rejsach z BŚP i wielu innych,
23. Alfred Naskręt – instruktor z chorągwi gdańskiej, wykładowca Szkoły Morskiej w Gdyni, kapitan żeglugi wielkiej,
24. Wilhelm Okarmus – oficer u Waldemara Mieczkowskiego, kapitan wielu rejsów szkolnych,
25. hm. Bogdan Olszewski – instruktor żeglarstwa, instruktor chorągwi gdańskiej,
26. Czesław Pazur – płk wojsk lotniczych, uczestnik programu Interkosmos,
27. Stanisław Perkowski – harcerz z Olsztyna, wieloletni starszy oficer Zawiszy,
28. Mirosław Peszkowski – kapitan żeglugi wielkiej, oficer u kpt. Jana Sauera, autor piosenek żeglarskich,
29. hm. Jan Piasecki – komandor Marynarki Wojennej, kapitan żeglugi wielkiej, starszy oficer w rejsie do kanady pod kpt. Waldemarem Mieczkowskim,
30. hm. Wojciech Plewnia – instruktor chorągwi śląskiej, oficer u Andrzeja Drapelli i Waldemara Mieczkowskiego. Bosman w Rejsie Pokoju, oficer w rejsach na Horn,
31. Beon Przybuszewski – kapitan rejsów szkolnych na Zawiszy,
32. Kmrd. Bolesław Romanowski – pierwszy kapitan Zawiszy, dowódca okrętów podwodnych w czasie II Wojny Światowej,
33. hm. Sławomir Rudnicki – były instruktor harcerski z Gdyni, kapitan rejsów oficerskich na Zawiszy,
34. Leonard Sadłowski – kapitan rejsów szkolnych na Zawiszy,
35. hm. Jan Sauer – dowodził żaglowcem w czasie akcji ratunkowej Marqueza, kapitan rejsów atlantyckich na Zawiszy,
36. Maciej Sodkiewicz – organizator rejsów arktycznych, kapitan wielu rejsów szkolnych na Zawiszy,
37. hm. Roman Streubel – bosman a następnie starszy oficer w rejsie Dookoła Świata, inspektor Polskiego Rejestru Statków,
38. hm. Grzegorz Studziżba – załogant rejsu dookoła świata, oficer w rejsie na Wielkie Jeziora Amerykańskie, prowadził Zawiszę w rejsie na Jamboree 1999, kapitan w rejsie na BŚP,
39. phm. Tomasz Kosiewicz – pilot chorągwi łódzkiej, kapitan rejsów oficerskich, kapitan w rejsie z BŚP,
40. hm. Ryszard Wabik – komodor ZHP, prowadził rejs dookoła świata na harcerskim jachcie Tropiciel,
41. phm. Wiktor Wróblewski – członek Głównej Kwatery ZHP, kapitan rejsów harcerskich w CWM ZHP, w tym rejsu z BŚP, członek zarządu PZŻ, pilot chorągwi łódzkiej ZHP,
42. Janusz Zbierajewski – kapitan rejsu do Hawany i etapu rejsu dookoła świata, kapitan rejsów niewidomymi na Zawiszy (Zobaczyć Morze),
43. Andrzej Ziajko – oficer u kpt. Waldemara Mieczkowskiego, kapitan rejsów szkolnych,
44. Wojciech Zientara – inżynier okrętnictwa, kapitan wielu rejsów szkolnych na Zawiszy.

 

Aktualni Starsi oficerowie sy Zawisza Czarny
1. Anna Abramek
2. Marcin Banach
3. Tomasz Borda – otwarty staż kapitański
4. Marcin Bizoń – otwarty staż kapitański
5. hm. Maciej Chmielewski
6. Mariusz Chmielewski – otwarty staż kapitański
7. Mirosław Cieszewski
8. Marek Cieślik
9. Krzysztof Decewicz
10. Magdalena Górecka
11. Katarzyna Hachulska-Olszewska
12. Magdalena Jabłonowska
13. Krzysztof Kędzierski
14. Anna Kiełbik-Piwońska
15. Krzysztof Kieniewicz
16. hm. Rafał Klepacz
17. hm. Robert Konarski
18. Anna Kopystyńska
19. Dariusz Krzemiński- otwarty staż kapitański
20. Ryszard Krzysztofowicz
21. hm. Artur Kubacki
22. Wojciech Madej – otwarty staż kapitański
23. Marian Mańkowski
24. hm. Tomasz Maracewicz
25. Mateusz Mroczek – otwarty staż kapitański
26. hm. Piotr Nasiadko
27. hm. Piotr Nowacki – otwarty staż kapitański
28. Sławomir Ochnio
29. hm. Paweł Orkisz
30. Adam „Entrant” Papliński
31. Stanisław Piwkowski
32. Miłosz Wawrzyniec Romaniuk – otwarty staż kapitański
33. hm. Michał Sadowski
34. Aleksandra Skarewicz
35. Henryk Sołtanowicz
36. hm. Paweł Sulima
37. Katarzyna Szarecka
38. hm. Magdalena Szwarczewska
39. hm. Feliks Szczot
40. Brunon Świątek – otwarty staż kapitański
41. Krystyna Trych
42. Mirosław Władyszewski
43. Mariusz Woźniak
44. hm. Marek Zdebski – otwarty staż kapitański
45. Arnika Zmarzlik-Deja
46. Dariusz Zuber

Spotkanie kapitanów i starszych oficerów sy Zawisza Czarny

4.9 16 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Krzysztof
Krzysztof
1 miesiąc temu

Nie rozumiem, dlaczego w tej opowieści tak zmarginalizowano postać Zbigniewa Frąszczaka, następnego po kmdr. Romanowskim kapitanie Zawiszy?
Kpt. Frąszczak dowodził Zawiszą najdłużej ze wszystkich kapitanów (od 1966 do 1971 lub 1972), to on był kapitanem Zawiszy gdy w latach 1966/67 dokonywano jego przebudowy na prawdziwy żaglowiec, i prawdopodobnie był najbardziej charyzmatycznym spośród wszystkich kapitanów Zawiszy.
W artykule wymienia się kapitanów, którzy prowadzili na Zawiszy pojedyncze rejsy, a ledwo wspomina się o kpt. Frąszczaku, który dowodził Zawiszą przez 6 lat i w tym czasie prowadził m.in. rejsy atlantyckie oraz takie pionierskie rejsy, jak np. rejs dookoła Islandii w 1969 r.

Krzysztof
Krzysztof
1 miesiąc temu
Reply to  Krzysztof

I jeszcze jedna niedokładność w tej historii:
Te dwu- i trzytygodniowe rejsy Zawiszy wcale nie odbywały się po Zatoce Gdańskiej, tylko po Bałtyku, wzdłuż całego polskiego wybrzeża!