Felietony Pół wieku

Polityka, polityka


Jestem instruktorem z pokolenia dzisiejszych starców wychowywanych w Polsce Ludowej. Dlatego także jestem produktem harcerstwa tamtych czasów. A więc miałem przyjemność (a raczej nieprzyjemność) składać Harcerski Raport Partii, 1 maja maszerować w pochodzie (co było przyjemniejsze) i proponować moim harcerzom, aby malowali plakaty przeciwko Amerykanom szykującym nam w najbliższym czasie wojnę atomową. (Jakież było zdumienie mojego komendanta hufca, gdy na plakacie pojawiła się nie tylko amerykańska, ale i radziecka bomba atomowa – przecież te bomby zza oceanu były złe, a te za naszą wschodnią granicą – dobre. A tu plakatowy protest przeciwko totalnej wojnie atomowej. Oj, kłopot miał mój komendant, przecież chodziło tylko o protest przeciw złym bombom).


Polityka pchała się do harcerstwa, a harcerstwo często szło na zbiórkę do lasu, nic sobie z tej polityki nie robiąc. Tu przypomnienie – nie mieliśmy wolnych sobót, a zatem było zacznie mniej czasu na długi wypad terenowy, ale (jak obserwuję) wycieczek, rajdów, zawodów na orientację organizowaliśmy o wiele więcej niż dziś. Nie było niczym nadzwyczajnym wypożyczenie autokaru, załadowanie do niego połowy szczepu i wyjazd w Góry Świętokrzyskie. Albo, o czym współcześnie nie słyszę, zorganizowanie, wykorzystując każdy wolny dzień od zajęć szkolnych, tzw. wiosenniska, czyli kilkudniowej imprezy w okresie ferii wielkanocnych. Z soboty na niedzielę można było wędrować też po Puszczy Kampinoskiej, o świcie zasnąć w jakiejś stodole, by o 10.00 zjeść śniadanie i na obiad być w domu. Oj, z jakim trudem przygotowywaliśmy się do poniedziałkowych zajęć.

W ten sposób, normalnie pracując (bo przecież te zajęcia w terenie to była tylko cząstka naszej codziennej działalności, poza tym zastępy spotykały się na cotygodniowych zbiórkach, zdobywaliśmy stopnie, sprawności), odsuwaliśmy od siebie politykę tak daleko, jak się tylko dało. Jednak ta polityka, polityczność, upolitycznienie nas otaczało. Przecież również ruchy tradycjonalistów, między innymi przejawiające się w powstaniu KIHAM-u, były polityczne, były protestem przeciw socjalistycznemu harcerstwu. I w efekcie sam KIHAM stał się, bo stać się musiał, ruchem politycznym.

Jak miło się poczuliśmy, gdy trzydzieści lat temu powiedzieliśmy sobie głośno i oficjalnie – ZHP jest organizacją apolityczną, niezwiązaną z żadną partią. Mamy być czyści jak łza. Jakimś pomysłem na ową bezpartyjność było związanie harcerstwa z Prezydentem RP jako naszym protektorem. Jakże byliśmy szczęśliwi, gdy wziął nas pod swe skrzydła prezydent Lech Wałęsa. Organizacja dopiero się zmieniała, także ideologicznie, a tu kontynuacja protektoratu, tego z czasów dwudziestolecia międzywojennego. To był ogromny sukces.

Tylko jak tu być czystym jak łza, gdy każdy z nas – instruktorów – ma inne poglądy, może być członkiem dowolnej partii, wspierać różne organizacje i głosować na dowolnego z kilku kandydatów na prezydenta RP? Jako organizacja jesteśmy niepolityczni, a prywatnie – owszem, oglądamy z upodobaniem audycje w TVP lub TVN i kibicujemy dziennikarzowi, który, prowadząc swój program, wcale obiektywny (choć to jego rola) nie jest. Mamy prawo pójść na Marsz Niepodległości i na festyn gejów i lesbijek. Mamy możliwość na Facebooku przy swoim zdjęciu zamieścić nie tylko koniczynkę WAGGGS, ale i błyskawicę Strajku Kobiet. Mamy polemizujących ze sobą na Facebooku jakże odmiennych w poglądach druha X i druha Y. I równocześnie powinniśmy, ba, chcemy, połączyć się w jednym wielkim kręgu przyjaźni. Wychowywać młodych zgodnie z harcerskimi ideałami. W jednej organizacji. Bardzo trudne postawiliśmy przed sobą zadanie. Mnie pięćdziesiąt lat temu było łatwiej. Naprawdę.

4.1 10 votes
Article Rating
Adam Czetwertyński
harcmistrz | zastępca redaktora naczelnego CZUWAJ | Hufiec Warszawa-Praga-Południe
Subskrybuj
Powiadom o
guest
3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Bartek
Bartek
3 miesięcy temu

Jeśli KIHAM był ruchem politycznym dla druha, to ja już nie mam więcej pytań 🙂

Miłosz
Miłosz
3 miesięcy temu

O ile co do całego prawie artykułu nie mam zastrzeżeń, ba nawet się zgadzam, to określenie „festyn gejów i lesbijek” jest co najmniej, niesmaczne. Naprawdę można było poświęcić te 5 minut na googlowanie i użyć tego prawidłowego, parada równości.

Radek
Radek
3 miesięcy temu

Warto zwrócić uwagę, że rolą dziennikarza nie zawsze jest przekazanie informacji, ale również staniecie po czyjejś stronie. To się nazywa publicystyka. Z tym że, niestety, główne stacje w Polsce zapomniały o rozróżnianiu tych dwóch rodzajów dziennikarskich i mamy to co mamy.

A co do całości – ludzie, idźcie do lasu i miejcie w pompie wszystko dookoła. Naprawdę się da. Wypociny niektórych druhów i druhen nie oznaczają, że my na dole również mamy siedzieć i płakać jak to jest źle.