Rożności

Druhny i druhowie – nie idźcie tą drogą!


Tak naprawdę to zamierzałem napisać o bydgoskim Zjeździe ZHP z 1990 r. Było to bowiem wydarzenie przełomowe w najnowszej historii naszego Związku, które potwierdziło sens zmian wprowadzanych w harcerstwie. Może jeszcze do tego tematu wrócę, bo warto, by o historii najnowszej ZHP wypowiadali się po latach uczestnicy tamtych dni (i nocy). Ale moje plany zakłóciła informacja o decyzjach Centralnej Komisji Rewizyjnej ZHP z 16 października br. w sprawach udzielenia absolutorium za ubiegły rok członkom Głównej Kwatery ZHP, w tym o jego nieudzieleniu go m.in. druhnie Naczelniczce. Skutkiem tej uchwały jest niejednogłośnie podjęty wniosek CKR o wygaszenie mandatu Naczelniczki.


Pewnie formalnie wszystko jest zgodne z przepisami Statutu. Pewnie czytając uzasadnienie ktoś po latach stwierdzi, że administracyjnie i księgowo druhny i druhowie – centralni rewidenci – skrupulatnie przeanalizowali 16 obfitych dokumentów wewnątrzzwiązkowych a także porozmawiali z członkami Głównej Kwatery „w kontekście przeprowadzonych uprzednio analiz, w tym sukcesów i słabości wskazanych w uchwałach Rady Naczelnej ZHP”. Wykaz poruszonych zagadnień jest równie bogaty. To m.in.: „Plan wdrożenia polityki środowiskowej”, „Regulamin Miana Kadry Wspierającej”, „Reforma Systemu Instrumentów Metodycznych”, sprawy finansowe, kadrowe itp.

Nie chcę nikogo z władz związkowych urazić. Ale… nie idźcie tą drogą!

Wasza wzajemnie nieskrywana niechęć i personalne przepychanki są co najmniej nie na miejscu i w żaden sposób nie pomagają Związkowi tam, gdzie jest sens jego istnienia – w drużynach i hufcach. Harcerstwo jako część społeczeństwa jest dzisiaj w kryzysie i w poważnym niebezpieczeństwie. Epidemia koronawirusa wymyka się spod kontroli i każdego dnia przynosi przerażające żniwo. Wokół nas umierają ludzie, a wielu seniorów pozbawionych jest elementarnego wsparcia. Liczne drużyny harcerskie i zuchowe nie mogą się spotykać na zbiórkach. Narasta obawa rodziców o zdrowie i bezpieczeństwo dzieci – także naszych wychowanków. Związek jest w bardzo trudnej sytuacji finansowej i materialnej. Brakuje najważniejszych w organizacji instruktorów – drużynowych.

A Wy w czasie wielkiej narodowej i społecznej próby, z której nie do końca wiemy, jak mocno wyjdziemy poobijani i osłabieni – zajmujecie się sobą i swoimi ambicjonalnymi w dużej części problemami. Jesień 2020 r. to nie jest czas na „wewnątrzorganizacyjną wojenkę”. Przecież zaledwie rok temu odbyliście Zjazd Nadzwyczajny.

Wasza Naczelniczka pewnie popełnia błędy, pewnie nie jest doskonała, pewnie ma spore grono wewnętrznych oponentów i jest w konflikcie z częścią władz naczelnych oraz niektórych środowisk itp., itd. Ale prowadzi Związek w bardzo trudnym czasie. To jest czas WIELKIEJ PRÓBY, czas, który może nas znacząco osłabić i przenieść do skansenu zasłużonych w przeszłości, ale niepotrzebnych w teraźniejszości i przyszłości bytów, albo… nas wzmocnić jako organizację, która na nowo odczytuje sens Służby na rzecz innych, potrzebujących naszej pomocy, wsparcia, dobrego słowa czy małych, ale użytecznych czynów.

Apeluję – przestańcie toczyć te bezsensowne potyczki na papiery, oskarżenia, kwieciste uchwały, zewnętrzne kancelarie prawne i „własne interpretacje dostępnych materiałów i informacji”. Oczywiście w organizacji musi być przestrzeń na dyskusje, na spory, na wybieranie przez ścieranie się różnych poglądów najlepszych rozwiązań. Ale czy rzeczywiście teraz niezbędna jest Wam ta zmiana?

Chcecie zmienić Waszą Naczelniczkę? Proszę bardzo, jeśli przeżyjemy – to za rok odbędzie się kolejny zjazd ZHP. Niech niezadowoleni piszą już teraz swój program zmian, niech szykują kandydatów do Głównej Kwatery. Ale dzisiaj jest czas wojny o przetrwanie a nie czas jałowych sporów, która frakcja instruktorska ma rację w tym konflikcie. W chwili faktycznego zagrożenia dla egzystencji społeczeństwa, w tym realnego zagrożenia dla dzieci i młodzieży, także zagrożenia dla przyszłości Związku Harcerstwa Polskiego, potrzebne są „na pokładzie” wszystkie instruktorskie ręce i głowy.

Jeśli tego nie zrozumiecie, to ślad Waszych ambicji i animozji będzie po latach rumienił się ze wstydu w zakurzonych teczkach uchwał w archiwum ZHP. A pustkę wychowawczą po osłabionym Związku zapewne zagospodaruje ktoś inny. Bo życie nie znosi próżni.

Oczywiście można mi zarzucić, że nie mam prawa wtrącać się w „wewnętrzne sprawy organizacji”. Tak, to prawda. Od zakończenia bydgoskiego Zjazdu ZHP przestałem być czynnym instruktorem. Ze świadomego osobistego wyboru. By pomóc w zewnętrznym postrzeganiu Organizacji, która była moim dzieciństwem, dorastaniem i częścią dorosłego życia. Harcerstwo było moją pasją i bez mała miłością. Jeżeli mnie stać było na tak dramatyczne wybory, by wzmocnić Nasz Związek – to stać i Was – instruktorów wszystkich władz naczelnych. Jeszcze nie jest za późno.

Czuwaj!

3.9 21 votes
Article Rating
Avatar
Krzysztof Grzebyk
harcmistrz | naczelnik ZHP (1989-1990)
Subskrybuj
Powiadom o
guest
5 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Agnieszka
Agnieszka
1 miesiąc temu

Świetny tekst oddający rzeczywistość nie tylko w GK ale również w chorągwiach.

Jerzy
Jerzy
1 miesiąc temu

W pełni się zgadzam z konkluzjami artykułu.

Tomasz
Tomasz
1 miesiąc temu

Dzięki Naczelniku za te słowa prawdy , przez które przebija troska i za to czego brakuje obecnym władzom , miłość do harcerstwa .

Bartek
Bartek
1 miesiąc temu

Pomijając merytorykę tej wypowiedzi, to uważam że Naczelnik Grzebyk lepiej żeby nie zabierał głosu we współczesnych tematach ZHP. Ktoś kto sam przyczynił się do rozłamu ruchu harcerskiego i skrzywdził tylu instruktorów ZHP, nie ma moralnego prawa Nas pouczać. PS. Dla tych co za młodzi lub nie pamiętają, druh Grzebyk był ostatnim Naczelnikiem ZHP z namaszczenia PZPR. (zajrzyj: https://pl.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Grzebyk)