Rożności

Byłam w Ukrainie

Wyobraź sobie, że nagle w twoim domu brakuje prądu. Gasną światła, ale przecież możesz użyć latarki w komórce. Znajdziesz szybko w szafie latarkę. Zapalisz świeczki i w sumie wyjdzie całkiem miły zimowy wieczór. Do tego przyda się aromatyczna herbata. Co prawda w czajniku elektrycznym wody nie zagotujesz, ale przecież w garnku na kuchence gazowej też się da. Z kubkiem ciepłej herbaty, przy blasku świec, grzejesz nogi na kaloryferze i wpatrujesz się w cichy, zimowy krajobraz…

A teraz wyobraź sobie, że nie masz prądu od tygodnia. Wszystkie baterie już się wyczerpały. Wody w kranie też nie ma, bo pompa, która wtłacza ją do ciebie do mieszkania, przecież też działa na prąd. Masz nieco zapasów w butelkach, ale kuchnia w twoim domu jest elektryczna, więc nie masz jak jej zagotować. Do tego jest zimno, bo ciepłownia również przestała działać. Świeczki nie oznaczają dla ciebie nic romantycznego – to jedyne źródło ciepła, jakie masz. Za oknem zimowa aura, ale bynajmniej nie jest cicho – w każdej chwili może zawyć syrena alarmowa, a potem nasłuchujesz odgłosów wybuchów…

Taka jest codzienność tysięcy Ukraińców. W wyniku ostrzałów prowadzonych przez wojska rosyjskie większość sieci energetycznej w kraju naszych wschodnich sąsiadów została zniszczona. Te resztki, które nadal działają, są naprawiane non stop, żeby zapewnić dostawy elektryczności do tak newralgicznych miejsc, jak szpitale. W centrach miast tworzone są punkty, gdzie korzystając z zasilania awaryjnego można np. naładować sobie telefon. Ale najpierw trzeba odstać swoje w kolejce…

Mieszkańcy wsi jeszcze jakoś sobie radzą – wiele osób ma w ogródkach studnie, w domu ogrzewanie na węgiel czy drewno, już jesienią budowali piece, na których można gotować. Miastowi mają znacznie gorzej – nie rozpalą przecież ogniska w mieszkaniu na 10 piętrze bloku w Kijowie… Dla jednych i drugich towarem pierwszej potrzeby są agregaty prądotwórcze. Te najmniejsze, które mogą zasilić mieszkanie, to wydatek około 5000 zł. O ile uda się je kupić, bo gdy tylko pojawiają się w sklepach, są od razu wykupywane.

W listopadzie polski rząd przewidywał, że około 10 grudnia na ukraińsko-polskiej granicy pojawi się 800 tys. uchodźców. Chwilę później mówiono już o 1,5 mln ludzi. Gdy my cieszyliśmy się z otrzymanego od skautów słowackich Betlejemskiego Światła Pokoju, w Odessie w wyniku ataku dronów zniszczona została ostatnia działająca elektrownia. Władze tego zamieszkiwanego przez ponad 900 tysięcy ludzi miasta apelują, żeby kto może, wyjechał. Wyobraź sobie, że to tak, jakby zaapelować do wszystkich mieszkańców Krakowa i okolicznych gmin, żeby wyjechali gdzieś do rodziny czy znajomych. Trudne? Tak. Przerażające? Zdecydowanie. Nierealne i nieprawdziwe? Niestety nie…

Byłam w listopadzie w Ukrainie, pracując jako dziennikarka i dokumentując to, jak wygląda życie zwykłych ludzi. Od początku wojny jeżdżę tam i nagrywam rozmowy z Ukraińcami. I od początku spotykam skautów, którzy tak jak my stanęli do służby. NOSU, Płast, SKIF, AGU… różne organizacje, dwie z nich razem z nami są w strukturach światowych WOSM i WAGGGS, pozostałe nie, ale to nie zmienia faktu, że wszyscy pomagają, jak tylko mogą. Skauci z NOSU organizowali zbiórki apteczek, SKIF w Dnipro otworzył centrum dla rodzin z dziećmi, które uciekły z Donbasu. AGU wspiera starsze osoby w codziennych czynnościach a Płast organizuje transporty odzieży i żywności tak dla cywili, jak i dla walczących. A pomiędzy tym wszystkim jest ZHP. W wielu miejscach widziałam paczki oklejone naszą zieloną lilijką!

Ukraińcy, z którymi rozmawiałam, jak tylko dowiadywali się, że jestem z Polski (co akurat nie jest trudne – akcent od razu mnie zdradza), wylewnie dziękowali. A gdy w rozmowie padło słowo „harcerze”, to podkreślali, że wcześniej nie wiedzieli, co to znaczy, ale teraz już jest to dla nich oczywiste – rzesze młodych ludzi gotowych do pomocy. A mnie miękko się robiło na sercu, jak widziałam te harcerskie dary w centrum Kijowa i w małych, zagubionych między polami wioskach.

Wojna trwa od 10 miesięcy. Prawdopodobnie te nadchodzące będą najcięższe, tak dla wojska, jak i dla cywili. Mundurowi, z którymi rozmawiałam, mówili mi, że mogą w 100% koncentrować się na obronie swojej ojczyzny, wiedząc, że ich dzieci, żony czy starsi rodzice są bezpieczni. I wszyscy mówią „Dziękujemy, Polsko”. A ja mówię: nie przestawajmy pomagać! Bo teraz, w trakcie zimy, nasza pomoc jest jeszcze bardziej potrzebna. A harcerz w każdym widzi bliźniego i ślubowaliśmy nieść chętną pomoc…

5 2 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Basia
Basia
1 miesiąc temu

Dziekuję za ten artykuł. Od razu po przeczytaniu znalazłem na pomagam.pl zbiorkę na agregaty dla Ukraińców i ją wsparlam.