Rożności

Ale to był rok…

O sukcesach pierwszego roku nowej Głównej Kwatery, zlocie w Gdańsku, drużynowych, aktualnych pracach na szczeblu centralnym oraz pieniądzach z naczelniczką ZHP hm. Anną Nowosad rozmawia hm. Adam Czetwertyński.

Od zjazdu ZHP, na którym zostałaś wybrana na naczelniczkę ZHP, upłynął rok. Rok pełen różnorodnych wydarzeń, bardzo dla ciebie pracowity. Co uważasz za największy sukces – twój i twojej Głównej Kwatery?
– Wymieniłabym aż cztery sukcesy. Na pewno ogromnym sukcesem, i to nie tylko tej Głównej Kwatery, ale i naszych poprzedników, był zlot 100-lecia na Wyspie Sobieszewskiej. I to niezależnie od krytycznych ocen, które się pojawiają. Zlot pokazał, że organizacyjnie jesteśmy w zupełnie innym miejscu niż 10 lat temu. Widać było ogromną profesjonalizację naszych działań. Pokazał też, że jesteśmy przez naszych partnerów skautowych, którzy uczestniczyli w wizytach studyjnych w trakcie zlotu, odbierani bardzo pozytywnie. Podniósł rangę naszej organizacji w ruchu światowym. Pokazał też, jak dobre możemy mieć relacje z dużym samorządem miejskim. Co prawda most na wyspę nie został oddany do użytku przed zlotem, ale mieszkańcy wyspy już od jesieni mogą dojechać z Gdańska do swych domów normalnym mostem, a nie nietrwałym mostem pontonowym. Miasto autentycznie pomogło nam w przygotowaniu i przeprowadzeniu tej wielkiej imprezy, największej w ZHP po II wojnie światowej. Tu zauważyć muszę ogromną pozytywną rolę tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Zlot pokazał też, że partnersko traktują nas służby państwowe, na przykład policja i straż pożarna.
Drugim wielkim sukcesem tej Głównej Kwatery było rozwijanie w ciągu minionego roku dobrych relacji z polskimi organizacjami harcerskimi i skautowymi. I to nie tylko przy konsultowaniu rządowego projektu wspierania naszych organizacji, ale także w rozmowach z Zarządem Lasów Państwowych czy Państwową Strażą Pożarną. A wnioski wypływające z tych rozmów są kluczowe dla możliwości organizowania normalnych obozów harcerskich.
Trzeci sukces jest sukcesem ZHP, a nie Głównej Kwatery, i dotyczy wprost chorągwi. To akcja (wymyślona przez moich poprzedników) „Mamy moc”. Chodziło o to, by w tym samym czasie w każdej chorągwi miało miejsce interesujące, ważne, pokazujące siłę harcerstwa wydarzenie. Udało się! Chorągwie się wykazały, prezentując ciekawe zadania. Myślę, że taka jedna wspólna akcja, kierowana nie tylko do wewnątrz, ale także promocyjnie na zewnątrz, jest warta powtórzenia. A może nawet na stałe powinna wejść do harcerskiego kalendarza.
Czwartym sukcesem, o którym chciałabym powiedzieć, są efekty pracy dwóch członkiń Głównej Kwatery – hm. Lucyny Czechowskiej i hm. Joanny Skupińskiej. Dziewczyny rozmawiały z przedstawicielami wszystkich chorągwianych zespołów do spraw pracy z kadrą oraz zespołów programowych (ds. wychowania). Rozmawiały tak z poprzednimi, jak i już nowymi komendami chorągwi. Dzięki temu wiemy, jak dziś pracuje się z kadrą w poszczególnych chorągwiach i możemy śledzić zmiany w tym obszarze po wyborach. Niezwykle istotne przecież jest, co będzie priorytetem w sferze wychowania w naszych środowiskach przez najbliższe trzy lata. Patrzymy też na zmiany kadrowe. Duża część komend chorągwi wzięła pod uwagę wnioski z wcześniejszych zbiórek pracy z kadrą oraz uwagi obu instruktorek i postarała się znaleźć do pracy w chorągwiach właściwe osoby, które będą się tym obszarem zajmowały.

Jest jeszcze piąty, nasz wspólny – Głównej Kwatery i redakcji „Czuwaj” – mały sukces…
– Tak, podjęliśmy decyzję, że „Czuwaj” w swej wersji papierowej otrzymywać będzie każda komenda hufca oraz każda komenda chorągwi. W ostatnich latach nasz miesięcznik instruktorski, w którym zawartych jest tak wiele ważnych artykułów, nie docierał powszechnie do komend. To się zmieni. Poza tym wszyscy, którzy będą chcieli, będą mogli bezpłatnie czytać kompletne numery w internecie.

Zlot w Gdańsku budzi kontrowersje w organizacji…
– Kontrowersje to trochę słabo powiedziane. Gdańsk obudził nasze harcerskie demony. Wywołał dyskusję, mówiąc w wielkim uproszczeniu, dotyczącą tego, czy harcerstwo powinno w programie odwoływać się wyłącznie do tradycyjnych metod i sposobów działania, czy być nowym radosnym skautingiem. Zaczęto szukać różnic a nie podobieństw, co z mojej perspektywy jest szalenie przykre i niekorzystne dla naszego ruchu. Gdańsk wyciągnął na wierzch opinie różnych osób o całej organizacji, o drużynach i ich drużynowych. Okazało się w wielu przypadkach, że ta dyskusja jest dla harcerstwa destrukcyjna.

Porozmawiajmy zatem chwilę o drużynowych. Mówimy od dawna, że ponad połowa drużynowych nie ma stopnia instruktorskiego. Jest bardzo źle. Czy Główna Kwatera ma możliwość wpłynięcia na Związek, by sytuacja się poprawiła?
– To, jakich drużynowych mamy, jest naszą wspólną sprawą i naszą wspólną odpowiedzialnością – całego Związku. Sama Główna Kwatera nie jest w stanie wpłynąć na polepszenie tej sytuacji. Aby coś się poprawiło, muszą się zmienić hufce. GK ma tylko możliwość modyfikacji dokumentów, zasad, regulaminów. GK może ustalić kryteria, określić, jaki musi być dobry drużynowy. Ale kryteria nie pomogą, jeżeli nie będą one respektowane przez hufce i komendantów hufców. To hufce decydują, kto zostaje drużynowym. Musimy tak pracować z kadrą w hufcach, żeby kandydat na drużynowego przejmujący drużynę był już instruktorem. Wtedy znacząco zmniejszy się nam liczba bardzo młodych nieprzeszkolonych drużynowych. Będziemy mieli pewność, że drużynowy, realizując próbę przewodnikowską a także w trakcie kursu drużynowych, spotkał się z gronem doświadczonych instruktorów, którzy przekazali mu niezbędną wiedzę i umiejętności, a poza tym przeszedł przez wielomiesięczną praktykę w drużynie lub gromadzie.
Pracujemy jednak nad programem wspierania hufców i przyjęliśmy program wspierania szczepów. Dzięki wprowadzaniu tych programów możemy zmieniać tę niekorzystną sytuację. Zatem, choć nie dotrzemy do samych drużynowych, to możemy oddziaływać na kadrę pracującą z drużynowymi. I oczywiście na kadrę mianującą tych drużynowych na funkcje. Musimy umówić się, jakiego drużynowego chcemy mieć, i tej umowy konsekwentnie przestrzegać. Konieczne jest, by przestrzegać zapisów, bo same zapisy bez konsekwencji w ich stosowaniu nie doprowadzają do zmian. Przy okazji – pamiętajmy, że nadal toczymy rozmowę na temat pełnoletności drużynowych. Dyskusji w tej sprawie nie zakończyliśmy.

Poprzednia Główna Kwatera pracowała nad modernizacją struktur organizacji, zadań poszczególnych jej szczebli. Mówiono, że zdecydowanie trzeba zreorganizować pracę hufców. Czy te prace zostały zarzucone?
– Nie odeszliśmy od myślenia o modernizacji naszych struktur, a przede wszystkim takiego zreorganizowania hufców, by ich zasadniczym zadaniem była praca z kadrą i wychowanie. Próbujemy jednak robić to inaczej, niż proponowali nasi poprzednicy. Ostatni zjazd pokazał, że nie ma zgody na odchudzenie w hufcach władz. Pozostały dwie obowiązkowe i jedna fakultatywna. Ta trzecia – sąd harcerski – nawet jeśli hufiec zdecyduje się go wybrać, może się przez całą kadencję ani razu nie spotkać. Czyli na razie musimy zmieniać hufce „na miękko”. W programie wspierania hufców powstają listy zadań, które dla hufca uważamy za najważniejsze. I mówimy: jeżeli nie starcza sił na to, by zajmować się wszystkim, to zajmuj się wychowaniem i pracą z kadrą. Zobaczymy, czy zmieni to nasze myślenie o tym, czym ma się zajmować hufiec. Jeżeli zmieni, to mamy otwartą drogę do dalszej pracy nad modernizacją struktury.

Wróćmy do początku naszej rozmowy. Wymieniałaś sukcesy, a co się tej Głównej Kwaterze nie udało? Co uznajesz za swoje niepowodzenie?
– Moje osobiste niepowodzenie? Nie udało mi się odwiedzić w ciągu roku wszystkich chorągwi – nie starczyło mi czasu na 17 spokojnych, merytorycznych wizyt. Odwiedziłam dużo miejsc w harcerskiej Polsce i cały czas odwiedzam kolejne. To bardzo wiele daje. Z perspektywy dużego miasta organizacja wygląda zupełnie inaczej niż w mniejszej miejscowości. Tam harcerstwo boryka się z innymi problemami niż to w Gdańsku czy Warszawie. I dopiero poznanie harcerzy w ich miejscu działania pozwala zrozumieć skalę wyzwań, przed którymi stoją pracujący tam, w terenie, instruktorzy. Dlatego tak bardzo zależało mi, żeby na każdym zjeździe chorągwi był członek Głównej Kwatery – w ten sposób mogliśmy się dowiedzieć, o czym instruktorzy w całej Polsce dyskutują, jakie są ich największe problemy, co jest lokalnie ważne, co wyzwala ich największe emocje. Obiecuję – w tym roku będę we wszystkich chorągwiach.
Planowaliśmy wstrząsnąć organizacją, jeżeli chodzi o ewidencję. Jednak dopiero ostatnio ruszyliśmy nad zmianami całego systemu. Nie udało się też wypracować nowego modelu Ruchu Przyjaciół Harcerstwa, tu prace również rozpoczęły się niedawno. Na oba tematy potrzebowaliśmy więcej czasu w fazie przygotowań niż pierwotnie zakładaliśmy, ale to już za nami. Pracujemy pełną parą.

Rok 100-lecia Związku Harcerstwa Polskiego nie był w naszej organizacji bardzo hucznie obchodzony, nawet na zlocie w Gdańsku nie był mocno eksponowany.
– Oczywiście te obchody mogły mieć bardziej huczny charakter. Ale wydaje mi się, że jesteśmy już zmęczeni kolejnymi stuleciami. Zaczęliśmy stuleciem skautingu, później było stulecie harcerstwa, teraz stulecie ZHP, choć ZHP jako organizacja działająca lokalnie powstał dwa lata wcześniej. Odbyły się też uroczystości w różnych środowiskach. Tak, skala tegorocznych obchodów była skromna. Czy mogliśmy zorganizować potężniejsze obchody w Lublinie? Na pewno tak. Na pewno mogliśmy być bardziej widoczni. Czy to by się przełożyło na pracę organizacji lub lepszą promocję Związku? Wątpię.

Może stało się tak, bo w drużynach harcerskich, w szczepach, w hufcach historia naszej organizacji jest mało znaczącym elementem inspiracji programowych…
– Tak, w większości drużyn autentyczne problemy związane z naszą przeszłością nie są poruszane. Uczymy dwóch dat, trzech nazwisk. Ale o przeszłych związkach przyczynowo-skutkowych w pracy organizacji niewiele chcemy wiedzieć. Na przykład czy w drużynach wędrowniczych porozmawialiśmy, dlaczego w pierwszych latach skautingu na terenie ziem polskich tak ważna była abstynencja… Ta wiedza na pewno ułatwiłaby nam zrozumienie współczesnych dylematów związanych z zapisem 10 punktu Prawa Harcerskiego.

Tak samo jest z czytelnictwem. Który przyszły przewodnik w trakcie swej próby autentycznie chce czytać literaturę harcerską?
To istotny problem, też go widzę na kursach harcmistrzowskich. Nasi instruktorzy nie potrafią, nie chcą czytać. A jaki kłopot mają ze zrecenzowaniem przeczytanych pozycji i zrozumieniem, dlaczego ich o takie recenzje prosimy! Ale to temat na inną rozmowę.

A co myślisz o prowadzonych aktualnie pracach związanych z modernizacją instrumentów metodycznych?
– To bardzo ważne prace Głównej Kwatery, bo dotykają sfery wychowania w harcerstwie. Przez prawie cały rok pracował zespół ds. zmian w instrumentach metodycznych. To bardzo duża grupa, w której pracują instruktorzy z Warszawy i terenu, zajmujący się zuchami, harcerzami, harcerzami starszymi i wędrownikami, członkowie władz i osoby niepełniące eksponowanych funkcji… Miniony rok został poświęcony na diagnozę, zdobywanie wiedzy, jak pracujemy z instrumentami. W trakcie zlotu w Gdańsku prowadzone były badania, pytano harcerzy, czy znają, czy korzystają ze wszystkich instrumentów metodycznych. Teraz trwa badanie ankietowe… Temat ten jest ważny, ale na efekty prac zespołu będziemy musieli jeszcze poczekać.

Porozmawiajmy na trudny temat – o realizacji uchwały Zjazdu w sprawie strategii Związku…
– Obecnie mamy strategię przyjętą przez zjazd, ale nie mamy uchwały Rady Naczelnej wdrażającej strategię. RN uchwałę przyjęła, wypracowała mechanizm wdrażania strategii a następnie po rozmowie z komendantami chorągwi mechanizm ten uchyliła. Myślę, że wydarzyło się coś precedensowego, i oceniam to pozytywnie. Jesteśmy w takim punkcie, że usiedliśmy razem – władze naczelne ZHP (poza sądem naczelnym) i komendanci oraz przewodniczący rad chorągwi – i porozmawialiśmy, jakie są możliwości wdrażania strategii w chorągwiach. Bo w realizacji strategii główna rola przypada chorągwiom, na szczeblu centralnym zadań jest stosunkowo niewiele. Dziś jesteśmy krok do tyłu, bo nie realizujemy postawionych przez zjazd zadań, ale w rzeczywistości znajdujemy się w lepszym miejscu, gdyż określiliśmy, jakie są możliwości chorągwi, jakie są ich oczekiwania, co w realizacji strategii jest realne w okresie najbliższych trzech lat. Myślę, że wcześniej nie dołożyliśmy należytej staranności na etapie budowania celów strategicznych oraz na etapie wypracowywania mechanizmów wdrażania strategii. Ewidentnie zabrakło pracy nad tymi pomysłami w chorągwiach. I gdy komendanci i komendy chorągwi przeczytały gotowy dokument na temat wdrażania strategii, okazało się, że nie są one w stanie zadań zrealizować. Świadomość w chorągwiach, jakie zadania przed nimi stoją, pojawiła się za późno.

To kolejna strategia, z którą są kłopoty w realizacji.
– Tak, w trakcie styczniowego spotkania władz padła informacja, że żadna strategia, którą uchwaliliśmy w ciągu minionych dwudziestu lat, nie została w całości zrealizowana. Uchwalaliśmy nierealne koncepcje rozwoju. Tak było. Strategia, z którą pracujemy teraz, nie jest pierwsza, w której chcemy być skuteczni wychowawczo. Gdy czytamy poprzednie strategie, cele są w nich podobne. Najważniejsze jest wychowanie.

Organizacja otrzymała duży rządowy zastrzyk finansowy, czy możesz ten fakt skomentować?
– To sukces, ale nie jest to wyłącznie sukces aktualnych władz. Moja poprzedniczka i jej zastępcy ciężko pracowali, aby rządowy projekt powstał, został przyjęty a następnie zoperacjonalizowany. To dla nas swoisty oddech, ułatwienie pracy wychowawczej, ale równocześnie zagrożenie. Po raz pierwszy od dawna pojawiają się środki, z których można sfinansować działalność administracyjną organizacji. To może doprowadzić do rozleniwienia, do rozrostu biurokracji. Już dziś trzeba się zastanawiać, co będzie, gdy te pieniądze się skończą. Ale porozmawiajmy o plusach. Dziś komendant hufca będzie mógł zapłacić czynsz z pieniędzy rządowych i skupić się na pracy wychowawczej. Pracować z kadrą. Na taką działalność są też środki. Jeżeli ten program ma być skuteczny, pieniądze muszą zejść jak najniżej. Na przykład na szkolenie drużynowych. Program jest podzielony na dwa duże zadania. Pierwsze to kształcenie i praca wychowawcza, drugie – wsparcie rozwoju instytucjonalnego organizacji.
To był bardzo intensywny rok, my, członkowie Głównej Kwatery, byliśmy zaangażowani w wiele działań. Właściwie dopiero teraz możemy spokojniej, z dystansem popatrzeć na naszą działalność. Pracowałam w ogromnym tempie. Nigdy jeszcze tak intensywnie. I oczywiście wiele się nauczyłam. Nie byłoby to możliwe, gdybym nie była naczelniczką ZHP. Myślę, że rok 2019 będzie trochę spokojniejszy. Ale co czeka nas w 2020! Europejskie Jamboree i wprowadzanie zmian w instrumentach metodycznych. Będzie się działo…

Na razie zaczęliśmy ten spokojniejszy rok – 2019. Powodzenia!

 

numer:  CZUWAJ 1/2019

redakcja CZ
redakcja CZ
redakcja CZUWAJ

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o