Program i metoda

Radosny patriotyzm, czyli?

Radosny patriotyzm… Patriotyzm – czyli co? Radosny – czyli jaki? Od kilku lat przyglądam się, jak do patriotyzmu, pielęgnowania tradycji narodowych, kultury i języka podchodzą w innych krajach. W jaki sposób służba dla kraju jest realizowana w innych organizacjach na świecie, jak my to robimy – czy patrzymy w tym samym kierunku?

Na pewno patrzymy inaczej niż kilka, kilkanaście lat temu. Inaczej, czyli próbujemy mówić i pokazywać nowoczesność, wykorzystując nowe technologie, nowe pomysły – przy czym są one nowe dla nas. Szybko potrafimy „zachłysnąć” się tym, co robią i pokazują inni, bez refleksji, zastanowienia się, czy rzeczywiście tacy jesteśmy, bez zagłębiania się w szczegóły, bez poszukiwania informacji, źródeł… Bardzo szybko i łatwo potrafimy „odciąć się” od naszej przeszłości, naszego bogactwa folkloru, tradycji. I nie twierdzę, że zawsze i wszędzie mamy tańczyć poloneza czy krakowiaka (choć do dziś będę pamiętać chwilę ciszy przed oklaskami podczas jednego z jamboree, gdzie tańczyliśmy poloneza, ale… ćwiczyliśmy układ pod okiem profesjonalnego choreografa, mieliśmy do tego stroje z epoki!), przebierać się w stroje ludowe, a do wystroju obozu używać siana i bocianów. To wszystko, czym inne kraje, inne organizacje żyły kilkanaście lat temu, wykorzystywane jest przez nas dopiero teraz. A inni poszli już dalej. Zachwycają się swoją tożsamością, odkrywają to, co jest dla nich, dla ich kraju ważne, co świadczy o szacunku dla ojczyzny, języka, kultury, aktywnej postawy… Nie traktują udziału w uroczystościach jako smutnego i przykrego obowiązku. Fakt, te uroczystości mają trochę inny charakter, ale czy ktoś nam zabroni współpracy z lokalnymi władzami, szkołami i przygotowania radosnego świętowania, w szczególności lokalnych wydarzeń? I tu przechodzimy do szczegółów, na które już często nas nie stać – nie mówię wcale o finansach, ale o nastawieniu, organizacji i wykorzystaniu konkretnej wiedzy. Wiedzy, która jest niezbędna do przygotowania rajdu dla mieszkańców, gry miejskiej, hufcowej imprezy, obozu, cyklu sprawnościowego… O ile łatwiej wybrać prostszy temat, do którego nie trzeba się zbytnio przygotowywać, wyszukiwać wielu informacji.

Wykorzystujemy wszystko, co robią w innych krajach. Nie zastanawiamy się nad sensem, potrzebami, ale zastanawiamy się chyba tylko nad tym, czy to będzie fajne, albo żeby to było fajne. Dlaczego nie korzystamy z naszej tożsamości i tę tożsamość organizacji gdzieś zostawiamy za nami? Wykorzystujemy „fajne” określenia. Jest na zlotach IST (International Service Team – Międzynarodowy Zespół Obsługi), to nazwijmy też tak obsługę naszego krajowego zlotu, gdzie do międzynarodowości tego zespołu brakuje przynajmniej jednej osoby z innego kraju. Dlaczego do komunikacji w Polsce, na potrzeby imprez, w których nie uczestniczą osoby z innych krajów, używamy języków obcych i obcych wyrażeń? Jeśli chcemy zwrócić uwagę na inspiracje z innych organizacji, róbmy to w sposób zrozumiały dla każdego, z poszanowaniem języka polskiego. Uwierzcie, w innych organizacjach nie używa się obcych języków do komunikacji wewnętrznej, a jeśli impreza nie jest międzynarodowa, to trudno na niej odnaleźć cokolwiek w języku angielskim…

Patriotyzm to też dbałość o nasze tradycje. Mówiąc „nasze” mam na myśli nie tylko nasze narodowe tradycje, ale też te wewnątrzorganizacyjne. O ile kolorowe, wesołe koszulki podczas imprez są świetnym rozwiązaniem, to moda, która nastała na noszenie podwójnych chust na mundurach, powinna w nas wywołać refleksję – jaki jest tego cel? Czemu ma to służyć? Szczególnie jeśli do munduru nosi się chustę drużyny, a na mundur nakłada się chustę szczepu… Tak, skauci noszą po kilka chust, ale głównie podczas międzynarodowych zlotów, podczas których wymieniają się chustami. Ja nie widziałam takiego „normalnego” skauta noszącego na co dzień do munduru kilka chust.

Mam wrażenie, że trochę się pogubiliśmy. Chcemy być nowocześni, pokazywać radosny patriotyzm, ale z drugiej strony nie wiemy za bardzo, jak to zrobić. Podoba nam się to, co robią inni i też byśmy tak chcieli, ale gubimy gdzieś naszą tożsamość, nasz dorobek i bogactwo. W latach dwudziestych byliśmy uważani za nowoczesną organizację, bo potrafiliśmy patrzeć w przyszłość, wykorzystywać nowinki technologiczne, jednocześnie wychowując pokolenie Kolumbów. Nie chciałabym, aby nasi harcerze, nasze zuchy stawały w przyszłości przed takimi wyzwaniami, jak Kolumbowie, ale chciałabym, aby w harcerstwie zostali wychowani właśnie na radosnych patriotów. Na ludzi, którzy będą aktywni w swoich wspólnotach lokalnych, którzy będą zmieniali świat – nie chodzi wcale o budowanie studni w Afryce (choć takie myślenie byłoby rewelacyjne), ale o bycie aktywnym w swojej wspólnocie. Chciałabym, żeby każdy z nich dobrze wykonywał swoje obowiązki zawodowe, najlepiej jak potrafi, aby potrafił zachować równowagę pomiędzy wszystkimi swoimi działaniami, aby potrafił dobrze mówić o Polsce poza jej granicami – o naszych odkryciach, dokonaniach, wybitnych postaciach, ważnych wydarzeniach, historii i jej wpływie i skutkach na sytuację współczesną. Zawsze przed jakimkolwiek spotkaniem, wyjazdem „odświeżam” sobie wiedzę o naszych krajach, wspólnych wydarzeniach, podobnych doświadczeniach, żeby później móc rozmawiać i nie zdziwić się nagle pytaniem w środku rozmowy.

A jeśli do tego wszystkiego wykorzystamy nowoczesny przekaz, to tym lepiej dla nas.

 

numer 5/2016

Inga Rusin-Siwiak
harcmistrzyni | była komisarka zagraniczna ZHP i członkini Komitetu Europejskiego WAGGGS | Hufiec Gniezno

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o