Felietony

Lepiej zrobić cokolwiek

Lepiej zrobić cokolwiek niż nie zrobić niczego! Tak powinien brzmieć pełen tytuł tego tekstu, ale krótkie tytuły podobno bardziej zachęcają do czytania. O co chodzi, jakie „cokolwiek” lepiej zrobić? O tym oczywiście na końcu, na początek mały kącik czytelniczy.
Od dłuższego czasu rośnie popularność książek izraelskiego autora Yuvala Noaha Harariego. Skupię się na jednej z nich, najbardziej popularnej: „Sapiens. Od zwierząt do bogów”. Oryginalny podtytuł „A Brief History of Humankind” mówi więcej niż polskie tłumaczenie, bo w książce przedstawiona jest właśnie skrócona historia rodzaju ludzkiego (łac. homo) i kolejnych gatunków człowieka, w tym oczywiście „zwycięskiego” homo sapiens. Zwycięskiego, ponieważ historia rozwoju biologicznego, ekspansji terytorialnej, współistnienia z innymi gatunkami, historia zdobyczy technicznych i tworzenia systemów społecznych prowadzi właśnie do dominacji homo sapiens, czyli człowieka rozumnego.

Przedstawiona przez autora historia to nie tylko zbiór faktów, to również wszechobecny, oryginalny komentarz Harariego, w którym z niezwykłym polotem dyskutuje on z dziejową rolą tak doniosłych zjawisk, jak religia, koncepcja państwowości, społeczna hierarchia, nauka, polityka, wpływ człowieka na środowisko. Ten ostatni spotyka się z najsurowszym, ale niezwykle precyzyjnym osądem: pojawienie się i rozwój populacji człowieka rozumnego pociągnął za sobą wyginięcie ogromnej liczby gatunków zwierząt i roślin, degradację przyrody nieożywionej, zanieczyszczenia, zmiany klimatu. Autor przedstawia niemalże apokaliptyczny obraz naszej planety jako bezpośredni rezultat zagospodarowania jej każdego zakątka przez człowieka. Harari śmiało wybiega w przyszłość, kreśląc kilka dobrych i złych scenariuszy (więcej miejsca tej tematyce autor poświęca w książce „Homo Deus. Krótka historia jutra” – w tym przypadku przekład tytułu jest dosłowny), nie pozostawiając cienia wątpliwości, że droga, którą ludzkość kroczy od zarania swoich dziejów do dzisiaj, jest nieświadomym, ale zdecydowanym wyborem złego scenariusza.

Autor posługuje się dosłownymi przykładami, często wywołując u czytelników szok, podając na przykład paradoksalny rozdźwięk pomiędzy rosnącą liczbą osobników niektórych gatunków krów, owiec czy drobiu (wielomiliardowa populacja świadczy o swego rodzaju „sukcesie” gatunku) a katastrofalnymi warunkami jakościowymi ich życia, na które składa się maszynowe karmienie, masowa eksterminacja męskich osobników kurcząt (nie znoszą jajek, muszą ginąć), hodowla bydła w klatkach uniemożliwiających nawet najmniejszy ruch (żeby steki były miękkie!) albo intensywne zapładnianie krów i usuwanie płodów tylko po to, żeby zintensyfikować produkcję mleka. Toutes proportions gardées – system produkcji żywności nasuwa najgorsze skojarzenia z siecią niemieckich i radzieckich obozów koncentracyjnych. Różnice są dwie: liczba istnień ginących po to, żeby sklepowe półki uginały się od żywności jest wielokrotnie większa od liczby ludzkich ofiar obozów śmierci, a poza tym dzieje się to teraz. Teraz, w XXI wieku, w epoce nauki i humanizmu, epoce indywidualizmu i afirmacji życia. Przykładów mówiących nie tylko o zwierzętach jest w książce „Sapiens” wielokrotnie więcej.

Po co to wszystko? Żeby otworzyć oczy. To nienapisana, ale niewątpliwie prawdziwa intencja izraelskiego autora, najbardziej elementarna przyczyna podjęcia tak trudnego tematu i napisania książki, która skutecznie realizuje ten zamysł. O „Sapiensie” dużo się dyskutuje – na żywo, w internecie, na łamach gazet. Pojawił się nawet swoisty wyścig, kto lepiej zrozumie koncept i raz jeszcze streści go jak najprostszym językiem. (To dodatkowa funkcja tej lektury – chęć nazywania wszystkich i wszystkiego po imieniu, szczerze do bólu, bez metafory, bez owijania w bawełnę). Najlepszym dowodem wysyp internetowych deklaracji, że warto podjąć trud przeczytania tego dzieła w oryginale, wyszukiwanie błędów w tłumaczeniu, rozszyfrowywanie każdego szczegółu tekstu oraz ilustracji.

Czas na harcerstwo. Dla nas, instruktorów, wniosek powinien być jasny – wykorzystajmy ten moment, kiedy mamy wpływ na kształtowanie dzieciaków i zapalmy w ich umysłach czerwoną lampkę: naturalny świat umiera, odchodzi w zastraszającym tempie, ludzkość stoi nad przepaścią, kończy się zasób czystej wody, czyste powietrze jest już w zasadzie dobrem luksusowym, trudno o mięso bez mikrocząstek plastiku, brakuje żywności roślinnej wolnej od ingerencji genetycznej. Co może zrobić wielomilionowy ruch, który jest dumny ze swoich puszczańskich korzeni? Co może zrobić ponad stutysięczna organizacja, która z tą samą dumą deklaruje miłość do przyrody i chęć ciągłego jej poznawania? Może odpowiedź jest prosta – w swoim działaniu zwiększyć nacisk na budowanie świadomości zgodnego, harmonijnego współtrwania z przyrodą. Zmiana nawyków żywieniowych, rezygnacja z plastikowych opakowań, kierowanie się kilkoma prostymi zasadami, to jest właśnie to „cokolwiek”, które jest lepsze od nierobienia niczego.

Nie jestem obecnie bardzo aktywnym uczestnikiem życia ZHP, ale pobieżna obserwacja pokazuje, że obecny w naszej organizacji ruch „Leave no trace”, spisane nawet (bardzo trafnie!) zasady etyki środowiskowej, są tylko trendem, jednym z wielu nurtów, niektórzy nawet mówią, że to specjalność – czyli coś, co można sobie wybrać, ale nie trzeba. Czy rezygnując z tego elementu harcerskiego wychowania można mówić, że prawidłowo wypełniamy naszą misję? Czy instruktor, który rezygnuje z etyki środowiskowej w programie wychowawczym drużyny (bo to być może mało atrakcyjne?) na pewno jest „świadomym wychowawcą”? Pytań jest tak wiele, liczba znaków na łamach „Czuwaj” ograniczona, a odpowiedzi są prostsze niż może nam się wydawać.

 

numer:  CZUWAJ 2/2019

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Paweł Chm.Piotr Recent comment authors
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Piotr
Gość
Piotr

Gdyby jeszcze ten Leave no trace był bardziej adekwatny do europejskich warunków przyrodniczych. I troszkę bardziej merytoryczny niż marzenia pasjonatów.

Paweł Chm.
Gość
Paweł Chm.

No to teraz wypada zapytać o:
1. Adekwatność do europejskich warunków przyrodniczych? Co w tym kontekście to oznacza?
2. Troszkę bardziej merytoryczny, to jest czego powinno być w “Leave no trace” więcej, a czego mniej?
🙂